Do mojej poradni zgłosił się zawodowo bardzo odnoszący sukcesy 50-letni mężczyzna, aby podjąć leczenie po nefrektomii. Nerkę usunięto mu z powodu złośliwego guza. Poza zabiegiem chirurgicznym lekarze nie mogli zaproponować mu żadnej innej terapii, a pacjent trafił do mnie na prośbę żony. Chciała zapobiec ponownemu nawrotowi raka i poprosiła także o homeopatyczną strategię na ewentualne ostre dolegliwości. Martwiła się o męża, ponieważ miał skłonność do ignorowania problemów zdrowotnych i umniejszania objawów. Złośliwy guz nerki przez dłuższy czas powodował krew w moczu i ból, ale dopiero gdy dolegliwości stały się nie do zniesienia, mężczyzna zgłosił się do lekarza. W tym momencie guz miał już osiem centymetrów. Terminowa wizyta u lekarza nie pasowałaby do wizerunku twardego, wytrzymałego mężczyzny.

P (pacjent): „Chcę wyjaśnić moją sytuację metaforą ze sportu: jeśli jako zespół nie trzymamy się razem i nie przetrwamy meczu, przegrywamy. Albo to jak z lekarzem pogotowia, który musi w odpowiednim momencie podejmować decyzje ratujące życie. Musi do tego być bardzo silny. Musimy wytrwać, bo chcemy coś osiągnąć i nie wolno poddawać się zbyt wcześnie. Trzeba wiedzieć, dokąd zmierza się, gdy dodaje się gazu. Nie ma pomocy z zewnątrz, można to osiągnąć tylko dzięki wysiłkowi własnego ciała.”
Opisuje siebie jako optymistę, prawdziwego mężczyznę, który nie potrzebuje tabletek przeciwbólowych. Nawet u dentysty rezygnuje ze znieczulenia. Narzekanie na ból byłoby absolutnie niemęskie. Nie jest wstydem upaść, ale trzeba zrobić wszystko, żeby jak najszybciej wstać. „Nie potrzebuję siatki bezpieczeństwa. Powinienem był zostać strażakiem. Dopiero gdy robi się niebezpiecznie, przyspieszam na dobre i wtedy wszystko działa. To moje motto. Gdy rośnie presja, reaguję szybko, twardo i dobrze.”
Gdy padła diagnoza raka, mężczyzna zareagował słowami: „Przynieś swoje narzędzia i wytnij to!”. Podczas zabiegu uszkodzona została mała żyła w powłokach brzusznych i pacjent prawie wykrwawił się na śmierć. Podano mu 5 litrów krwi i spędził pewien czas na oddziale intensywnej terapii. O tym okresie mówi: „Gdy inni tracą nerwy, ja wchodzę na najwyższy poziom.”
Jego
największym celem w życiu było zbudowanie domu dla siebie i rodziny, z solidnym dachem, szczelnymi oknami i porządnym ogrodzeniem wokół. Jest „człowiekiem jaskini” (Höhlenmensch). W ten sposób może chronić się przed niepewnościami, jakie niesie życie. Bezpieczne miejsce dla rodziny, gdzie niepewności są ograniczone i można chronić się przed zranieniami.
P: „Zwykle działam z lęku przed zranieniem. Przyjaciele wiedzą, jak mnie zranić. Bezwzględność bardzo mnie rani, ale nie daję tego po sobie poznać. Tylko przed żoną mogę pokazać, że jestem podatny na zranienia. U niej moja strategia nie działa tak dobrze. Często wyśmiewam innych, żeby nie zaczęli najpierw wyśmiewać mnie i w ten sposób mnie zranić.”
„To prawda” – wtrąciła jego żona. „Ma bardzo emocjonalną, wrażliwą stronę, w niej jest niezwykle miękki.” Ojciec pacjenta był sportowcem wyczynowym i zmarł w wieku 48 lat na udar. W ciągu godziny był martwy. Pacjent miał wtedy dziesięć lat i nigdy naprawdę nie opłakiwał ojca. „Trzeba było poradzić sobie z nową sytuacją i wyciągnąć z niej to, co najlepsze.”
W osobistej historii choroby mężczyzny było poważne wypadnięcie dysku, które sparaliżowało całą powłokę brzuszną. „Wtedy doszedłem do granic wytrzymałości i musiałem brać tabletki przeciwbólowe. Inaczej bym tego nie wytrzymał.”
Analiza
Głównym tematem przypadku była podatność na zranienie, z mechanizmami kompensacyjnymi na poziomie fizycznym i psychicznym. Temat ten jest typowy dla Asteraceae (astrowatych), botanicznej rodziny koszyczkowatych. Szukałem więc środka z tej rodziny, który odpowiadałby mentalności pacjenta („narzędzia potrzebne, by wszystko wyciąć”, jak sam to ujął) i jednocześnie miał skłonność do silnego krwawienia. Silne i prawie śmiertelne krwawienia pacjenta w następstwie stosunkowo niewielkiego urazu były objawem niezwykłym i rzucającym się w oczy.
Według teorii miasmów Sankarana przypadek ten pasuje do miasmy tyfusowej (Typhus-Miasma), w której w czasach kryzysu wchodzi się na najwyższy poziom. Zarówno Chamomilla, jak i Millefolium należą do tej miasmy. Odpowiednim środkiem w tym przypadku była Achillea millefolium. Nazwa pochodzi od bohatera wojny trojańskiej, Achillesa, który według legendy miał leczyć swoje rany za pomocą Millefolium.
Ważne rubryki
Psychika: otępienie
Psychika: nieustraszony
Cewka moczowa: wydzielina, krwista
Ogólne: krwawienie; przy raku
Ogólne: krwawienie; urazy; wskutek
Ogólne: urazy; operacja; dolegliwości po
Ogólne: urazy; pęknięcia/rozerwania naczyń krwionośnych
Przepisanie: Millefolium C200, brać dwa razy dziennie przez dłuższy okres. Później pacjent otrzymał jeszcze 1M, łącznie 4 razy w ciągu czterech lat, zawsze przy ostrej infekcji. Pacjent zawsze reagował natychmiast po podaniu środka. Już 1 dzień po zażyciu czuł się dobrze. Jego wartości kreatyniny, które po nefrektomii były podwyższone (1,4 mg/dl), ustabilizowały się (0,9 mg/dl). Wszystkie kolejne badania kontrolne były bez odchyleń.
Później zaleciłem pacjentowi systemową terapię rodzinną, ponieważ podejrzewałem, że jego choroba może wynikać z nieprzepracowanego żalu po przedwczesnej śmierci ojca. Ku mojemu zdziwieniu wcale tak nie było. Jednak podczas terapii okazało się, że mężczyzna miał bardzo silną więź z dziadkiem ze strony matki, który został ciężko ranny na wojnie. Mój pacjent opowiedział mi po terapii systemowej: „Wie pan, mój środek – Millefolium – nazywany jest też ‚ziołem żołnierzy’. Roślina była często stosowana do zatrzymywania krwawień u rannych wojennych. Mój dziadek był korespondentem wojennym i przebywał w niewoli rosyjskiej aż do 1955 roku. Został uwolniony jako jeden z ostatnich. Kilka miesięcy później zmarł wskutek niedostatków, których doznał. Zastępca mojego dziadka opowiedział podczas ustawienia rodzinnego, że przeżył tylko dlatego, że jakieś ziele zatrzymało mu krwawienie. Czy to mogło być Millefolium?”
Pacjenci, którzy potrzebują środka z rodziny Asteraceae, często są „twardzielami”, którzy nie reagują adekwatnie na uraz i wiele wytrzymują. Nie dopuszczają do odczuwania bólu. Na poziomie cielesnym i psychicznym reagują otępieniem i niewrażliwością. Proces leczenia uruchamia się, gdy blokada zostaje rozwiązana i pacjent może dopuścić do siebie zranienie i bolesne odczucia, tak jak miało to miejsce u tego pacjenta. Podczas jednej z wizyt kontrolnych pacjent potrafił zapłakać i wreszcie poczuć ból, który tak długo tłumił. Kilkukrotnie odwiedził grób dziadka i poczuł wielki spokój. Nawet podczas długich spacerów po przyrodzie czuje teraz dziadka obok siebie i odczuwa to jako wielkie ukojenie. „On po prostu jest i to dobrze.”
Jest leczony homeopatycznie Millefolium od sześciu lat i nie ma dolegliwości.
*************************************
Uwaga: Millefolium zostało przypisane do miasmy tyfusowej przez dr. Williego Neuholda z Grazu, Austria.
Zdjęcie: Shutterstock–Tough going; weedezign
Kategoria: Przypadki
Słowa kluczowe: rak nerki, podatność na zranienie, nieustraszoność, twardy, odrętwiały, reaguje na ból otępieniem, musi chronić rodzinę.
Środek: Millefolium