Przejdź do głównej zawartości Przejdź do wyszukiwania Przejdź do głównej nawigacji
Skontaktuj się z nami za pośrednictwem naszej infolinii zamówień: +49 (0) 7626 974 9700 / Napisz do nas: +49 (0) 160 652 2038 (pon.-pt. 8:00-20:00, sob. 8:00-12:00)

Calcarea Muriatica: białaczka włochatokomórkowa

Aktualności
 

Chciałbym podkreślić, że w mojej praktyce terapeutycznej zawsze mam na uwadze metodę Rudolpha Flury’ego z Berna, który pracuje według teorii elementów i typologii. Od dwudziestu lat dysponujemy pracą Jana Scholtena, który sklasyfikował wszystkie minerały wraz z ich wymiarami psychologicznymi.

Przedstawiam tutaj przypadek kobiety, która około 10 lat temu zgłosiła się do mnie na leczenie po chemioterapii z komplikacjami: sepsa, reakcje alergiczne itp. Przy pierwszej konsultacji była w bardzo złym stanie; ledwie mogła wejść po schodach do mojego gabinetu.

 

DP: „Co Panią do mnie sprowadza?”

 


Pt: „Poddałam się w Innsbrucku chemioterapii po rozpoznaniu u mnie białaczki włochatokomórkowej (hairy cell). Po chemioterapii leukocyty długo się nie odbudowywały. Kiedy wreszcie zaczęły rosnąć, wypisano mnie do domu. Byłam tak wyczerpana, że ledwie mogłam przejść 100 kroków; nie miałam siły.”

W końcu leukocyty wzrosły do ponad 3 000, potem do 5 000, ale wciąż nie miałam energii, a pozostałe wyniki krwi nie były dobre. Powiedziano mi, że rokowania są złe i potrzebna będzie druga chemioterapia.
 

Wszystko zaczęło się od ciężkiej grypy. Zbadano mi krew i miałam tylko 1 500 leukocytów. Pod koniec marca 2000 trafiłam do szpitala. Po wypisaniu wróciłam do pracy. Już przed tą diagnozą miałam niskie leukocyty. Byłam ciągle zmęczona i lekko się pociłam. Przez rok byłam pod obserwacją lekarską z powodu niskiej liczby leukocytów. Później przyjęto mnie na ostry dyżur z powodu silnych bólów i całkowitego rozkładu sił; nie byłam w stanie nawet stanąć. Przez trzy dni wahałam się między życiem a śmiercią; rozpoznano białaczkę włochatokomórkową. Kiedy wróciłam do domu po hospitalizacji, byłam zmęczona i wypalona. Z powodu silnych bólów szpiku potrzebowałam morfiny. Miałam małe guzy podskórne, leukocystyczne nacieki. Dlatego potrzebowałam też plastrów z morfiną.”

 
Podczas konsultacji przeanalizowaliśmy jej historię życiową, zwłaszcza dzieciństwo. Badaliśmy jej charakter i zajęliśmy się jej problemami psychicznymi. Jeśli pozostaniemy otwarci i spokojni, naprawdę ważne rzeczy ujawniają się samoistnie i możemy zaobserwować u pacjenta wiele zjawisk. Szczególnie ważne jest dzieciństwo, ponieważ w tym okresie życia wszystkie czynniki zewnętrzne mają na nas duży wpływ.

Pt: „Miałam wspaniałą rodzinę; z ojcem miałam dobry kontakt, ale moja matka była bardzo trudna. Zawsze miałam poczucie, że stoję między rodzicami. Mojej matce ciężko było znieść, że mam tak dobre relacje z ojcem; dlatego wycofywałam się od obojga, by uniknąć konfliktu. Matka była surowa, ojciec czuły, delikatny i troskliwy; z nim czułam silniejsze więzi. Było dla mnie nie do zniesienia, że matka nie mogła zaakceptować mojego związku z ojcem. W okresie dojrzewania moje wycofanie było bardzo bolesne dla ojca. Nie opowiadałam mu już tyle co dawniej i nie byłam już tą miłą córką, którą kiedyś byłam. W pewnych kwestiach miałam inne zdanie niż on i mieliśmy wiele konfliktów. Cierpiałam z tego powodu. Aby udowodnić swoją niezależność, wybrałam zawód, który niekoniecznie uszczęśliwił moich rodziców: uczyłam religii. Nie otrzymałam od nich uznania w moim zawodzie.”
 
DP: „Czy to takie ważne, co myślą inni?”
 
Pt: „Powinno raczej nie być, ale tak jest!”
 
Mamy wiele wskazówek: jest osobą miękką, nieco z nadwagą, niepewną, wrażliwą na myśli innych i uczuloną na krytykę. Lubi jajka na miękko i poci się w karku. Możemy co najmniej rozważyć Calcium carbonicum jako główny środek. Konflikt rodzinny wydaje się raczej łagodny: matka jest surowa, ojciec czuły, i ona chciała obojga rodziców – tego pragną dzieci. Istnieje konflikt lojalności i ona się wycofuje; niektóre dzieci reagują agresją, inne wycofaniem. To wycofanie, które prawdopodobnie zaczęło się względem matki, przenika całe jej życie i jest prawdziwym ciężarem na jej barkach. Wycofała się od obojga rodziców i przejęła inne wartości, które bardziej jej odpowiadały. Widzimy tu wiele objawów Calcium, ale niekoniecznie Calcium carbonicum.
 

W tym przypadku metoda Jana Scholtena jest szczególnie cenna. Często rozpoznaję już część środka, gdy pacjent jeszcze siedzi w poczekalni; druga część musi zostać „odkopana”. Kiedy zanurzamy się w świat minerałów, jak na przykład w przypadku soli Schüsslera, widzimy, że nie działają one bardzo głęboko, ponieważ podaje się je w niskich potencjach. Dzięki metodzie Jana mamy dostęp do ponad 1000 środków mineralnych i możemy wybrać te, które działają najgłębiej.

 
11_1004_calcarea_salz_200px.jpg
Kolumna soli
Mamy tutaj kobietę typu Calcium, ale jakiego Calcium ona potrzebuje? Jej główny problem to matka. Trzeci etap wiąże się z „serią relacji”, zaczyna się od sodu i kończy na chlorze. Największym środkiem smutku, jaki znamy, jest chlorek sodu; symbolem jest żona Lota, która obejrzała się za siebie i skamieniała w słup soli. W środku tej serii stoi Silicea z tematem rodziny.
 
W tym przypadku jest to stadium 17; kurczowo trzyma się wszystkiego, co ma związek z „wzniosłością i upadkiem”, nie potrafi odpuścić, a jednak musi puścić, to koniec. Symbolem związku trwającego pewien czas, który potem trzeba puścić, jest macierzyństwo. Matka ma bardzo intensywną relację z dzieckiem. W fazie oralnej dziecko musi być zawsze przy matce; matka nie może zbyt daleko się oddalić. Potem dziecko zaczyna chodzić i staje się coraz bardziej niezależne. Symbolem tego rodzaju związku, który jest przez pewien czas konieczny, a potem trzeba go puścić, jest chlor. Potrzebuje więc Calcium muriaticum, które podałem jej w potencji C30.
 
DP: „Drugim problemem jest pani surowa matka i temat separacji. Mówi Pani, że ma problemy z zachowaniem właściwego dystansu wobec przyjaciół, rodziny i uczniów.”
 

Pt: „Tak, jestem bardzo niezawodna wobec wszystkich ludzi, ale płacę za to wysoką cenę. Zbyt bardzo troszczę się o innych. Jeśli moi uczniowie mają problemy rodzinne, prześladuje mnie to do późna w nocy. Nie potrafię zapomnieć tego, co mi mówią. Jako dziecko miałam poczucie winy, zawsze bałam się zranić matkę przez moją bliskość z ojcem. Przez całe życie miałam trudności z dokonaniem ostrych cięć w relacjach. Dużo pomagam w kościele. Nie potrafię się odgradzać ani zdystansować od czegoś. Leukopenia rozwinęła się półtora roku po zakończeniu ważnego związku.”

 

DP: „Co poprawiło się najpierw po podaniu środka?”

 
Pt: „Emocjonalnie poczułam się od razu lepiej. Następnego dnia zadzwoniłam do Pana, żeby powiedzieć, że moje ataki paniki zniknęły. Przestały się pojawiać przez noc!”
 

DP: Właściwie podałem środek ze względu na bóle kości...! Pierwsze, co się zmienia, to energia w sferze psychologicznej, na poziomie psychicznym. Nagle energia wraca do systemu. Kent mówił, że siła powraca, gdy wszystko znów jest w równowadze. Potem bóle ustępują, a siła fizyczna rośnie. Tak było i tutaj: stopniowo coraz silniejsza i z mniejszymi bólami.

 
DP: „Przez ostatnie trzy tygodnie nie potrzebowała Pani już morfiny, prawda?”
 
Pt: „Tak, czuję się dobrze. Jednocześnie moje leukocyty wzrosły do 10 000.”
 

Gdy w „wewnętrznym centrum” wszystko jest w porządku, ciało podąża za tym; musimy sięgnąć głęboko, by poprawić informację. To tak, jakby wejść za kulisy teatru i wprowadzić ważne zmiany z reżyserem, zamiast z aktorami.

 
Pt: „Potem miałam te guzy, które rozwinęły się podczas chemioterapii, ich średnica wynosiła około 2,5 cm. Nikt nie wiedział, co to jest; chirurdzy chcieli operować; myśleli, że guzki będą przyciągać leukocyty. W końcu jednak nie odważyli się ich usuwać i powiedzieli, że gdyby pojawiły się kolejne infekcje, raczej bym nie przeżyła zabiegu.”
 
Widzicie państwo, jak konwencjonalnie myśli medycyna akademicka? Myśli nie holistycznie, lecz w częściach: tu jest guz, tam są kości, tu jest alergia, a tam infekcje z powodu obumarłych leukocytów. Choroba leży jednak dużo głębiej, w sferze psychologicznej. Jedyną drogą, by ją osiągnąć, są leki zpotencjonowane; już C12 czy C30 znajdują się poza sferą atomów. W tej przestrzeni obowiązują zupełnie inne prawa; czas i przestrzeń stają się jednością. Krąży wokół jednego tematu, i dlatego możemy tu wszystko objąć jednym środkiem, tak jakby chwycić zło u korzeni. Dlatego system Jana jest dla nas tak cenny.
Hahnemann opisał, że pacjenci mają określone objawy mentalne i emocjonalne, i że leki mogą wywoływać objawy mentalne i emocjonalne. Jan koncentruje się na stanie intelektualno-emocjonalnym, by określić właściwy środek.
 

Pt: „Po zażyciu środka guzy całkowicie zmniejszyły się, teraz ich nie ma. Mam tylko trochę bólów mięśni w nogach. Lekarze allopatyczni nie mogli już nic dla mnie zrobić, tylko dyskutują nad moim przypadkiem. Kiedy wypisano mnie ze szpitala, też miałam bóle nóg, ale wtedy były to bóle szpiku.”

 

To, co teraz się dzieje, przypomina przewijanie filmu do tyłu; stare objawy wracają: objawy Calcium, zmęczenie nóg itd. W szpitalu łamali sobie głowy, co zrobić z tą panią, która nie chciała dalszej chemioterapii. Powiedziałem jej, że w obliczu tak dobrej rekonwalescencji lepiej będzie unikać dalszej chemioterapii. (Nie można tego jednak uogólniać na wszystkich ludzi!) Ona poradziła się swojego lekarza rodzinnego, który osobiście zawiózł ją do Innsbrucka na biopsję i okazało się, że chemioterapia nie jest już konieczna. Ból ustąpił, nie było już włochatych komórek we krwi, guzy zniknęły, a wyniki krwi były w porządku.

 
DP: „Miała Pani poważny problem, ale teraz jest Pani na dobrej drodze!”
 
Pt: „Tak, mam dobrą prognozę!”                                                    
 
  Rok później cierpiała na problemy sercowe, nadciśnienie, zaburzenia rytmu serca oraz bóle stawów, które przesuwały się z góry na dół. Wszystkie te objawy pasują do obrazu Kalmia. Kalmia należy do rodziny Ericaceae. Niewiele wiemy o obrazach tych środków, ale mają one podobieństwa do Calcium: silne poczucie obowiązku, niechęć do bycia na pierwszym planie, duża troska o innych i odkładanie siebie na bok.
Po zastosowaniu środka mineralnego, który dotknął bardzo głębokiej warstwy choroby, przeszliśmy teraz do środka roślinnego. Dość często zdarza się, że po poziomie mineralnym przechodzi się do leku roślinnego.
Próbowałem Calcium muriaticum na jej ciśnienie, ale nie było żadnej reakcji; wyglądało to tak, jakby ta warstwa całkowicie zniknęła. Aurum muriaticum podałem próbnie na ból przedsercowy promieniujący do pleców, ale nie było prawdziwej rezonansu. Natomiast na Kalmia zareagowała bardzo dobrze.
 
***************************************************************************
Ten przypadek został przedstawiony na Kongresie Onkologicznym 2009 w Badenweiler, Niemcy
***************************************************************************
Zdjęcia z Wikipedii / Wikimedia Commons
Mount Sodom, Izrael, tzw. „Słup żony Lota”; domena publiczna; Wilson 44691
***************************************************************************

Kategoria: Przypadki
Słowa kluczowe: białaczka włochatokomórkowa, powikłania chemioterapii, wrażliwa, niepewna, wycofana, troszczy się o innych, obowiązkowa
Środek: Calcium muriaticum

***************************************************************************
 
 

 

Dietmar Payrhuber