Przejdź do głównej zawartości Przejdź do wyszukiwania Przejdź do głównej nawigacji
Skontaktuj się z nami za pośrednictwem naszej infolinii zamówień: +49 (0) 7626 974 9700 / Napisz do nas: +49 (0) 160 652 2038 (pon.-pt. 8:00-20:00, sob. 8:00-12:00)

Homeopatka Joette Calabrese w wywiadzie z Alanem V. Schmuklerem

Aktualności

17 sierpnia 2021

 

Homeopatka Joette Calabrese w rozmowie z Alanem V. Schmuklerem. Joette jest wykładowczynią w British Institute of Homeopathy, moderatorką dorocznego zjazdu National Center for Homeopathy oraz członkinią Prasanta Banerji Homeopathic Research Foundation w Kalkucie, Indie.

Joette Calabrese, HMC, CCH, praktykuje jako homeopatka od 1997 roku. Po pomyślnym ukończeniu North American Homeopathic Master Clinician Course i studiach w Dynamis School of Advanced Homeopathy kształciła się m.in. u Lou Kleina, Jeremy’ego Sherr’a, Jana Scholtena, Andre Saine’a i A. U. Ramakrishnana.

AS: Co początkowo przyciągnęło Cię do homeopatii?

JC: Od czego zacząć? Gdybym opowiedziała od samego początku, siedzielibyśmy tu jeszcze kilka tygodni! Większość osób, które trafiają do homeopatii, ma za sobą długą drogę pełną zakrętów. Postaram się streścić moją historię. Jeśli czytelnikom się znudzi, mogą przewinąć dalej.

Gdy miałam sześć tygodni, dostałam pierwsze szczepienie, po którym pojawiła się u mnie przewlekła egzema na całym ciele, która towarzyszyła mi przez 14 lat. Mama zabrała mnie do lekarza, co skutkowało leczeniem maściami z kortyzonem i zastrzykami przeciwhistaminowymi. Ostrzegano moją mamę przed skutkami ubocznymi maści i kazano stosować je oszczędnie. Ponieważ jednak nie miała innej alternatywy, smarowała mnie każdym razem, gdy skóra była w złym stanie.Gesamte homöopathische Arzneimittellehre - James Tyler Kent

Początkowo moje dolegliwości pojawiły się wraz z nawracającymi zapaleniami ucha, na które przepisywano mi antybiotyki. Przez lata byłam leczona różnymi lekami i zabiegami, które nie przynosiły poprawy. Wówczas moja mama postanowiła spróbować podejścia alternatywnego: chiropraktyka, zioła, zmiana diety i refleksologia stóp.

Wyobrażam sobie, że wielu czytelników zna tę historię aż za dobrze. Można ją odnieść do wielu chorób. W takich przypadkach można opisać niezliczone doświadczenia, które ludzie na całym świecie zdobywali przez ostatnie stulecia: zawiedzenie medycyny konwencjonalnej w leczeniu chorób przewlekłych i – co gorsza – długoterminowe skutki uboczne tych rozwiązań.

Moja własna historia zaczęła się w 1952 roku i lista moich dolegliwości była długa. Miałam astmę, nietolerancje pokarmowe, migreny, ataki lęku, zakażenia dróg moczowych i chroniczne zmęczenie.

Codziennie połykałam i smarowałam się lekami, czasem przez tygodnie. Nie miało znaczenia, czy coś było przepisane czy nie. Z czasem stawałam się coraz bardziej sceptyczna wobec medycyny konwencjonalnej, choć nie znałam niczego innego.

W wieku około 32 lat zrobiłam śmiały krok i zdecydowałam się na coś, co całkowicie zmieniło moje życie. Postanowiłam odstawić wszystkie leki. Po wielu latach polegania na lekach i uzależnienia od nich, był to dla mnie zasadniczy zwrot myślenia.

Nie znałam nikogo, kto podzielałby moje myśli lub zrobił coś podobnego, ale musiałam zmienić swoje życie. To, co robiłam do tej pory, nie działało; ze zdrowiem miałam coraz gorzej.

Przypuszczałam, że tak źle się czułam z powodu wielu leków. Miałam wrażenie, że im więcej leków biorę, tym gorzej się czuję – choć moi lekarze stanowczo temu zaprzeczali. Żaden lekarz nawet nie zasugerował, że leki mogły być przyczyną mojego złego stanu zdrowia lub przynajmniej go pogarszać.

Śmiały krok

Ale miałam przeczucie i impulsywnie, buntowniczo i z dnia na dzień odstawiłam wszystkie leki, które sumiennie zażywałam codziennie. Po prostu ich nie brałam. Opróżniłam torebkę, wysypałam zawartość szuflady przy łóżku i wyrzuciłam wszystkie leki na receptę i z apteki do kosza. Byłam odważna. Postawiłam opór. To było niemal przerażające.

Ale jednocześnie wyzwalające.

Wkrótce zastąpiłam leki witaminami i suplementami diety.

Niedługo potem zaczęłam im również nie ufać. Dowiedziałam się, że większość witamin jest syntetyczna i sprzedawana przez te same firmy, które produkowały moje nielubiane leki! Później odkryłam, że producent wielu witamin, suplementów i leków wprowadził też na rynek moje pierwsze szczepionki. Szczepionkę, która w wieku sześciu tygodni zapoczątkowała moje problemy zdrowotne. W tym momencie zrezygnowałam także z witamin.

Później wiele nauczyłam się o ziołach i zaczęłam zbierać własne rośliny lecznicze wokół domu.

Stało się cieplej…

Miałam około 35 lat, gdy w końcu znalazłam swoje powołanie: homeopatia. Jedna dawka Nux vomica, przepisana przez homeopatę, przyniosła mi 50% ulgę we wszystkich dolegliwościach, na które cierpiałam pomimo 35 lat „opieki” medycyny konwencjonalnej. Ta początkowa poprawa nastąpiła w mniej niż cztery tygodnie. Pozostałe 50% zajęło trochę więcej czasu, ale w ciągu niecałych dwunastu miesięcy czułam się na tyle dobrze, że zdecydowałam się kształcić w homeopatii.

Jak opisałabyś swój sposób praktykowania homeopatii? Jak doszłaś do tego punktu?

JC: Przejdę od razu do sedna: pracowałam już 15 lat na pełen etat jako homeopatka, gdy zdałam sobie sprawę, jak frustrujące to może być. Szczególnie surowe reguły klasycznej homeopatii sprawiały mi trudności. Zawsze tłumaczyłam pacjentom, że powinni przyjąć przepisany przeze mnie lek konstytucyjny tylko raz. Od pierwszego podania środka do drugiej wizyty u mnie mieli powstrzymać się od innych leków – także homeopatycznych – ponieważ mogłyby one zaburzyć działanie dobrze dobranego, klasycznego pojedynczego środka – simile.

shutterstock_1152383954.jpg

Chociaż pacjenci zapewniali mnie, że będą przestrzegać moich wskazówek, wielu z nich podczas leczenia przychodziło do mnie z wyrzutami sumienia, mówiąc, że „oszukali”. Niektórzy mieli przeziębienie i zażyli homeopatyczny preparat złożony. Albo skręcili kostkę i zastosowali Ruta graveolens. Często obok przepisanego przeze mnie środka przyjmowali jeszcze inny, wybrany samodzielnie, środek homeopatyczny. Nierzadko te środki działały bardzo dobrze i czasami miałam wrażenie, że wspierają leczenie środka, który wybrałam na przewlekłe dolegliwości.

Co ważniejsze, byli oni bardziej przekonani o skuteczności homeopatii niż ci, którzy przestrzegali moich reguł i przyjmowali tylko środek konstytucyjny! Dlaczego? Bo widzieli, jak dobrze homeopatia działa w praktyce, zamiast standardowego „zobaczmy, co zrobi pojedynczy środek”.

Pierwszy raz, gdy w gabinecie spotkałam się z takimi „nieposłusznymi” pacjentami, spodziewałam się, że albo pojedynczy środek nie zadziała, albo ich samowolne przyjmowanie leków całkowicie namiesza w przypadku.

Ale nie! Stało się odwrotnie. Każdy z tych homeopatycznych środków wydawał się pozytywnie wpływać na przypadek i przyspieszać proces zdrowienia. Najpierw byłam zdumiona, potem bardzo zadowolona.

Ale wkrótce moja radość przerodziła się w irytację – irytację wobec mojego klasycznego wykształcenia. Wmawiano mi, że świat się zawali, jeśli podamy więcej niż jeden środek homeopatyczny jednocześnie!

Powtarzalna homeopatia

W rzeczywistości zrozumiałam, że jest odwrotnie. Nie dochodziło do pomieszania przebiegów przypadków ani do tłumienia objawów. W wielu przypadkach wręcz wskazane było podawanie kilku środków jednocześnie i częściej (czasem nawet codziennie).

Nauczyłam się tego od moich pacjentów! Było to oczywiste. Środek podany na tę samą dolegliwość w innym miejscu także mógł przynieść dobre rezultaty.

Z czasem nauczyłam się, że oprócz mojego, mam nadzieję dobrze dobranego, klasycznie przeanalizowanego pojedynczego środka, można w razie potrzeby przepisać dodatkowy środek na aktualną, ostrą sytuację. Czasem wybierałam środek odpowiadający miasmom lub sól Schüsslera jako dodatkowe wsparcie.

Równocześnie zaczęłam dostrzegać wzory. Zdałam sobie sprawę, że przy urazach głowy niekoniecznie trzeba od razu przeprowadzać pełny wywiad, by dać Arnica montana, a przy skręceniach nie tylko Ruta graveolens.

Zauważyłam, że leki organotropowe w przewlekłych przypadkach stały się standardową terapią w mojej praktyce. Sepia dla matek i Pulsatilla dla młodych dziewcząt stały się niezbędne przy zaburzeniach hormonalnych. Wielu moich męskich pacjentów bardzo skorzystało z Nux vomica lub Lycopodium clavatum. Również Aurum metallicum cieszyło się dużą popularnością wśród mężczyzn.
Nux vomica

Zamiast godzinami analizować istotę przypadku – tego trudno uchwytnego simile, które na bardzo głębokim poziomie rezonuje z człowiekiem – rozwinęłam się w kierunku (jak to ująć?) „płytkości”. Skupiłam się na tym, co oczywiste. Zanotowałam tylko objawy kluczowe – to, co pacjent „mówi mi w twarz” – i pominęłam wszystko niewypowiedziane, ukryte. Koniec z ezoteryką. Koniec z simile.

A potem zdarzyło się to: moje wskaźniki powodzenia wzrosły z około 50% do prawie 70%. To samo w sobie bardzo mnie ucieszyło, ale poza tym moi pacjenci zdrowieli znacznie szybciej!

Ogromną zaletą było też to, że na wywiad potrzebowałam teraz tylko kilku minut i nie musiałam za każdym razem repertoryzować. Nie potrzebowałam już 90 minut na zebranie przypadku; mogłam pomóc pacjentowi już po 15–30 minutach. Po prostu koncentrowałam się na głównym problemie i notowałam towarzyszące mu dolegliwości. Dzięki tej oszczędności czasu mogłam codziennie przyjmować więcej pacjentów.

Zmiana paradygmatu

Znaczniejszym wynikiem tej zmiany paradygmatu było jednak to, że mogłam przekazać te proste metody innym!

Kiedy dokonała się ta zmiana myślenia, uczyłam właśnie klasycznej homeopatii w college’u w Buffalo w stanie Nowy Jork. Jeden kurs homeopatii nie wystarczał, aby wyposażyć moje studentki i studentów w umiejętności praktyczne. W ramach tego kursu mogłam jedynie nauczyć radzenia sobie z ostrymi przypadkami. Większość z nich pracowała w pielęgniarstwie i bardzo interesowała się chorobami przewlekłymi.Homöopathie in der Geriatrie - Willibald Gawlik

Zawsze byli bardzo sfrustrowani, gdy tłumaczyłam im, że trzeba wielu lat nauki klasycznej homeopatii, aby leczyć choroby przewlekłe. Dosłownie widziałam zasłonę opadającą im z oczu. Bolało mnie, że znowu przegapiłam okazję, by ukształtować prawdziwych homeopatycznych profesjonalistów i zainspirować ludzi do homeopatii. Tęskniłam za dniem, w którym będę mogła nauczać tego, czego sama nauczyłam się w praktyce – mianowicie, że wiele dolegliwości można leczyć stosunkowo niewielką pulą środków homeopatycznych. Rzadko konieczny jest środek konstytucyjny, a w wielu przypadkach bywa on wręcz przeszkodą w leczeniu.

Protokoły Banerji w mojej praktyce homeopatycznej

Kilka lat później moje przekonania zostały utrwalone, gdy poznałam doktorów Prasantę i Pratipa Banerji. Ich protokoły terapeutyczne w sposób bardzo elegancki powiązały wszystkie obserwacje, które dotąd jedynie powierzchownie dotykałam. Otrzymałam stypendium w Prasanta Banerji Homeopathic Research Foundation w Kalkucie, gdzie przez osiem lat spędzałam kilka miesięcy w roku na nauce.

Wszystko, czego się domyślałam, zostało potwierdzone przez doktorów Banerji: poszukiwanie środka konstytucyjnego jest mozolne i często zbędne. W ich klinice widziałam, że nawet najcięższe choroby przewlekłe można leczyć skutecznie bez odwoływania się do klasycznego podejścia.

Leczyli trudne przypadki gruźlicy, trądu i AIDS. Byłam też świadkiem, jak radzili sobie z powszechnymi schorzeniami, takimi jak autyzm, depresja, zespół jelita drażliwego, zapalenie stawów i egzema. Krótko mówiąc: mogłam obserwować, jak skutecznie leczą dolegliwości zdrowotne metodami, które matka czy babcia mogłyby w stosunkowo krótkim czasie opanować.

Codziennie uczestniczyłam w pracy przy 100 przypadkach – sześć dni w tygodniu. W ciągu ośmiu lat nauczyłam się tego, co powinni wiedzieć wszyscy: wiele w homeopatii można nauczyć się w domu, także w zakresie chorób przewlekłych. Nie trzeba koniecznie mozolnie studiować klasycznej nauki homeopatycznej.

Jestem w pełni świadoma, że istnieją choroby i sytuacje wymagające wiedzy zawodowego, profesjonalnie wykształconego homeopaty. Mimo to w każdej rodzinie jedna osoba może się tak douczyć, aby zapewnić opiekę zdrowotną wszystkim członkom rodziny, bez konieczności sięgania po pewne konwencjonalne metody leczenia, które zwykle są nieprzyjemne.

shutterstock_1380114851.jpg

To moja misja: pokazać innym, że homeopatia nie jest tak trudna, dziwaczna i elitarnie, jak podaje jej reputacja. Klasyczne wykształcenie homeopatyczne jest fascynujące i ma sens, jeśli ktoś chce prowadzić praktykę. Nie jest jednak konieczne, jeśli ktoś chce leczyć siebie i swoją rodzinę.

Aby wrócić do roku 1952: szpital, w którym się urodziłam, był pierwotnie szpitalem homeopatycznym i został przekształcony w klinikę konwencjonalną zaledwie pięć lat wcześniej. Gdyby przy moim urodzeniu istniała tam nadal homeopatia, moja droga życiowa wyglądałaby zupełnie inaczej.

W istocie w szpitalach i przepełnionych praktykach lekarskich (jak w Prasanta Banerji Homeopathic Research Foundation) nigdy nie ma wystarczająco dużo czasu na 90‑minutowy wywiad. Musi być on jednak nadal bardzo precyzyjny. I działanie musi nastąpić szybko. Dlatego przepisuje się kilka leków jednocześnie i istnieje wiele chorób, które zostały skutecznie leczone tą strategią.

AS: Przez dwa lata pracowałaś jako stypendystka w Prasanta Banerji Research Foundation. Protokoły leczenia tam stosowane, jak np. Calc-phos i Ruta w guzach mózgu, obalają klasyczne wyjaśnienia homeopatyczne. Obecny protokół fundacji w celu profilaktyki przeciw Covid-19 wymaga Thuja. Czy możesz nam przybliżyć, jak te protokoły powstają?

JC: W ciągu siedmiu lat jeździłam tam osiem razy i za każdym razem spędzałam od dziewięciu do trzynastu tygodni. Nawet wróciłam z lekkim akcentem! Ale żarty na bok! Logika stosowania Thuja 30 polega na tym, że ten środek ma bardzo dobrą reputację w leczeniu wirusów.

Gdy choroba się ujawni, oczywiście rozważa się również inne środki. Jednak Thuja to lek, którego Banerji używali jako profilaktyki i leczenia towarzyszącego w szeregu wirusów, aż wyłoni się obraz specyficznego środka.

Jeśli chodzi o Calc-phos i Ruta, możemy tylko spekulować. Nie pytałam często, jak powstawał dany protokół, ponieważ szybko nauczyłam się, że zwykle odpowiadano: „Bo zauważyliśmy, że to działa”.

Czasami wiązały się z poszczególnymi protokołami ciekawe historie. Na przykład sztywny bark po prawej stronie leczony jest Symphytum 200, a sztywny bark po lewej – Syphilinum 200! Dlaczego? Ponieważ dekady temu pacjent w klinice był leczony Syphilinum 200 z powodu kiły, a w trakcie leczenia zniknęła również jego sztywność barku. Od tamtej pory protokół był stosowany wielokrotnie z powodzeniem… ale tylko przy sztywności barku lewej strony!Die Banerji-Protokolle in der medizinischen Praxis - Miguel Corty Friedrich

Uwielbiam cytat z filmu Gdzie jest Nemo, gdzie tata mówi: „Myślicie, że znacie Nemo, ale tak nie jest”. Współczesna medycyna i inne podobne podejścia wierzą, że można dobrać odpowiedni środek wyłącznie na podstawie wiedzy fizjologicznej i patologicznej. Na podstawie badań krwi i pytania „Dlaczego?”. I może potrafią to zrobić, ale istnieją odpowiedzi, które dla naszego małego, ziemskiego umysłu są po prostu niedostępne.

Podsumowując: geniusz Banerjich opiera się na skumulowanym doświadczeniu klinicznym z ogromną liczbą pacjentów i przypadków. Pokazuje to, jak ważne jest wykonywanie jak największej liczby wywiadów przypadków każdego dnia.

Ciekawostką jest to, że otrzymałam właśnie „upomnienie” i wezwanie od NASH (North American Society of Homeopaths), ponieważ „naruszyłam zasady zawodowe homeopatów i nauczałam protokołów specyficznych dla chorób” oraz w „niewłaściwy sposób promuję stosowanie protokołów Banerji”.

Pratip już dawno ostrzegał mnie, że to niekoniecznie konwencjonalni lekarze będą na mnie polować, ale klasycy. I znów miał rację.

AS: Przeszłaś ze zdyscyplinowanej klasycznej przepisywaczki do bardziej pragmatycznego podejścia. Chcielibyśmy lepiej zrozumieć Twoje podejście. Czy mogłabyś podać przykład zastosowania Twoich obecnych metod?

JC: W klasycznej homeopatii wybieramy pojedynczy środek i nic poza tym. Teoria mówi, że lek odpowiedni dla pacjenta działa tak głęboko, że wyleczy wszystkie dolegliwości tego człowieka.

Równie ważne jest, że wybrany środek nie jest ponawiany, poza być może następnym dniem. Kolejne credo klasycznej homeopatii mówi, że leczy się człowieka, a nie chorobę. Oznacza to, że te same wzdęcia mogą być u różnych pacjentów leczone różnymi środkami. Ta metoda jest nie tylko bardzo ograniczająca, ale moim zdaniem niepotrzebnie skomplikowana i trudna do wdrożenia. Przez 15 lat pracowałam pełnoetatowo jako homeopatka i nawet uczyłam w szkole pielęgniarskiej.

Ale przez wiele lat pracy musiałam zaakceptować, że życie zazwyczaj nie układa się w ten sposób. Chociaż często można wyciągnąć wspólny mianownik z licznych dolegliwości, jakie może mieć człowiek, są też tacy, u których nie jest to możliwe.

Historia Johna, którą wam teraz opowiem, może być czytelnikom znana.

Odyseja Johna

To słoneczny dzień i John właśnie zjadł obiad. Wie doskonale, że nie powinien jeść pszenicy, bo dostaje z tego silne bóle brzucha i wzdęcia. Ale zwykle wzdęcia występują też, gdy zje coś innego.

Chociaż stałe problemy trawienne (najpewniej zespół nieszczelnego jelita) powstrzymują go, John jest odpowiedzialnym człowiekiem. Postanowił szybko skosić trawnik, zanim jego żona wróci z „wyjazdu z koleżankami” do Las Vegas.

John zawsze cierpiał na przewlekłe zawroty głowy i uczucie zatkania w uszach – które pojawiają się zawsze, gdy ma kontakt z świeżo skoszoną trawą – ale nie zna przyczyny! John jest bardzo sumiennym i troskliwym mężem. Robi, co trzeba.

Po przejechaniu dwiema równymi ścieżkami po trawniku gwałtownie skręca kosiarką, żeby zrobić następną idealną linię. Ponieważ czuje się lekko oszołomiony, przy skręcie wchodzi za daleko na ulicę. W tej chwili z impetem pojawia się listonosz.

Wypadek z konsekwencjami

Ich spojrzenia spotykają się na ułamek sekundy i przez krótki, dziwny moment John ma wrażenie, że listonosz celowo wciska gaz!

Samochód ociera Johna i rzuca go o pień palmy kokosowej, którą zasadził rok wcześniej. W mgnieniu oka John trafia na izbę przyjęć z mnogim złamaniem piszczeli, pękniętą rzepką i licznymi siniakami wielkości przypominającej kokosy.

Na izbie przyjęć pielęgniarka chce dać mu środek przeciwbólowy i John nie może nie zauważyć, że i ona wygląda na chorą. Ma wręcz bardzo chorobowy wygląd.

Przyznaje, że najpewniej ma infekcję dróg oddechowych i powinna leżeć w łóżku. Zapewnia jednak Johna, że „jest jego ostatnim pacjentem i zaraz pójdzie do domu”.

Kilka dni później John nadal jest w szpitalu i jest operowany z powodu złamania piszczeli. Kość jest naprawiona przy użyciu dwóch płytek. Gdy po kilku godzinach budzi się z narkozy, jest przytomny, ale ciągle wymiotuje – prawdopodobnie w reakcji na środki znieczulające, ale możliwe, że także „prezent” od pielęgniarki z chorymi płucami, od której mógł się zarazić.

shutterstock_1901756104.jpg

Następnego ranka chirurg zagląda, żeby sprawdzić, jak się czuje John. Mimo że obaj o tym nie wiedzą, na dłoniach chirurga znajduje się szczep wielooporny, który zakaża świeżą ranę operacyjną Johna wysoce wirulentnymi bakteriami.

Kilka dni później John wreszcie wraca do domu, ale nie w pełni wyleczony z nowych dolegliwości. Czołga się do łóżka – ze swoim przewlekle zatkanym uchem alergicznym i silnymi bólami w operowanym udzie.

Jego zwykle wzdęty brzuch teraz zastępuje niekończąca się nudności, dzięki wielu lekom i bólom. I jakby tego było mało, obok bakteryjnej infekcji w nodze – MRSA – rozwija się porządne zapalenie oskrzeli.

Ale przynajmniej jest teraz w domu!

Wkrótce jego żona wróci z podróży i będzie mogła się nim zająć. W swoim nieszczęściu chce tylko odpocząć, gdy na poduszce widzi kopertę z napisem – jego imieniem. John ledwo może się skoncentrować, ale na tyle, by usiąść i przeczytać list:

„Drogi Johnie, zostawiłam cię. Gdy czytasz te słowa, listonosz i ja bierzemy ślub w Las Vegas.”

Pierwsza reakcja – chciałoby się paść na kolana z rozpaczy, ale nie może.

I dlaczego?

Ponieważ John ma nie tylko nie do zniesienia bóle z powodu płytek w nodze, ale też zakażoną ranę pooperacyjną; wymioty w reakcji na leki; infekcję dróg oddechowych; wzdęcia i nudności; oraz zatkane uszy z zawrotami głowy.

Czy coś pominęłam?

Więc pytam: jeśli chcemy zastosować klasyczny paradygmat homeopatyczny, który lek jest „lekiem Johna”? Brzmi to ekstremalnie? Nie. Niestety życie często wygląda właśnie tak. Dolegliwości rzadko pojawiają się tak uporządkowane, by od razu znaleźć odpowiedni i jedyny środek. John potrzebuje kilku leków; niektórych tylko przez kilka dni; niektóre będzie musiał przyjmować tygodniami lub miesiącami.

Praktyczna i życiowa homeopatia

W praktycznie ukierunkowanej homeopatii – specyficzne protokoły dla specyficznych dolegliwości – zaczynam leczenie Johna od starannie przygotowanego planu.

Pierwszy krok tego planu obejmuje:Homöopathische Mittel und ihre Wirkungen - William Boericke

  • Nux vomica 200, co 6–12 godzin, aż nudności znacznie się zmniejszą. Ten środek wybrano nie tylko dlatego, że może łagodzić nudności i wymioty po operacji, ale także dlatego, że łagodzi skutki uboczne podawanych leków, w tym antybiotyków.
  • John najpewniej potrzebuje także leku na ból w ranie pooperacyjnej po swoim „wypadku”. Hypericum 200 może być wskazany w pierwszych dniach i stosowany co kilka godzin. W pewnych przypadkach nawet przez wiele dni. Z czasem będzie brał go rzadziej, gdy rana się zagoi i ból zmaleje.
  • Sińce Johna nie tylko nabierają rozmiarów kokosów, ale też są bolesne – z wyłączeniem innych tkanek miękkich i stawów ciała. Arnica montana 200 jest odpowiednim środkiem, przyjmowanym co kilka godzin, aż nastąpi wyraźna poprawa.
  • Na zakażenie MRSA w nodze zaleciłabym Hepar sulph 200 dwa razy dziennie. (Może minąć kilka tygodni, zanim ta infekcja wyraźnie się ujawni. Lek powinien być stosowany dopiero, gdy wystąpią odpowiednie objawy.)
  • Jeśli John nadal cierpi na silne wzdęcia – co jest bardzo prawdopodobne w związku z antybiotykami, które musi przyjmować – odpowiednim lekiem jest Lycopodium 200, dwa razy dziennie. W wielu przypadkach Lycopodium może pomóc wyleczyć nieszczelne jelito i wzdęcia, ale musi być przyjmowany przez wiele miesięcy.
  • Gdy złamane kości zostaną już dobrze ustawione, wskazane będą Symphytum 200 i Calc phos C3 – to wspomaga gojenie kości i łagodzi ból. (Na ten protokół Banerji możemy ewentualnie zrezygnować, aby nie stosować zbyt wielu leków homeopatycznych naraz.)
  • Na zapalenie oskrzeli Johna Aconitum 200 w połączeniu z Bryonia 30 jest bardzo dobrą kombinacją. Dlaczego? Bryonia sprawdza się też przy bólach nasilających się przy ruchu – zwłaszcza przy złamaniach kości. Jeśli zobaczymy, że środek może zadziałać na kilka dolegliwości jednocześnie, możemy to wykorzystać i cieszyć się uporządkowanym procesem zdrowienia. (Pod warunkiem, że środek zostanie odstawiony, gdy dolegliwości ustąpią.)
  • Wobec licznych dolegliwości Johna na razie nie należy wprowadzać kolejnych środków. Warto jednak leczyć jego alergie (zatkane uszy i oszołomienie), gdy tylko będzie to możliwe.
  • Na koniec nie możemy zignorować stanu emocjonalnego Johna i powinniśmy poświęcić temu szczególną uwagę, gdy ostre infekcje ustąpią. Jeśli będzie czuł się dobrze i radośnie, nie musimy się martwić. Jeśli jednak oprócz kruchego stanu fizycznego pojawi się u niego zazdrość, jedną z najlepszych homeopatycznych substancji jest Hyoscyamus. Wiemy jednak, że John jest osobą obowiązkową, która poważnie podchodzi do pracy, więc bardziej prawdopodobne jest, że popadnie w depresję. Wtedy rozważyłabym Aurum met 200. Oczywiście nigdy nie polegamy wyłącznie na teorii. Musimy obserwować objawy wskazujące na dany środek. Jako homeopaci nie powinniśmy kusić się, by sytuację interpretować i wyjść z założenia, co my zrobilibyśmy w danej sytuacji. Musimy być bezstronnymi obserwatorami i pozwolić Johnowi opowiedzieć swoją historię.

Z biegiem czasu plan leczenia będzie dostosowywany w zależności od aktualnego stanu Johna i objawów, które się pojawią.

Indywidualne leczenie

Przykład: gdy zapalenie oskrzeli ustąpi, odstawimy odpowiedni środek. Jeśli rozpacz Johna zamieni się w zazdrość, a może potem w wybuchy gniewu, wybór leku trzeba będzie ponownie przeanalizować.

Z czasem John wyzdrowieje. Nie tylko rana po operacji się zabliźni, ale też jego złamane serce. Kości się zrosną, a zapalenie oskrzeli wraz z MRSA zniknie. Z reguły są to stany samoograniczające się.

Jeśli będziemy uważnie obserwować przebieg i zauważymy, że wskazane leki nie są już potrzebne, zmienimy nasze recepty homeopatyczne i je odstawimy.

Co do wzdęć Johna: po antybiotykoterapii lub w wyniku szoku emocjonalnego najpewniej się odnowią. Jednak długoterminowe przyjmowanie Lycopodium 200 powinno ostatecznie zakończyć ten stan.

Łagodne i szybkie uzdrowienie

Więc co naprawdę mogliśmy dla Johna zrobić? Pomogliśmy mu szybko wrócić do zdrowia z wielorakich dolegliwości. Jako ogromny plus nie tłumiliśmy jego objawów ani nie musieliśmy leczyć bólu syntetycznymi lekami, które niosłyby niszczące skutki uboczne przy takiej liczbie leków.

Czy bez homeopatii też by wyzdrowiał? Z pewnością samoograniczające się dolegliwości ustąpiłyby same. Ale za jaką cenę? Bardzo prawdopodobne, że musiałby przyjąć więcej leków przeciwbólowych, więcej antybiotyków na szczep oporny, leki zobojętniające na nieszczelne jelito i może antydepresanty na przygnębienie – i każdy z tych leków niósłby ze sobą poważne skutki uboczne.

Zamiast tego ukierunkowaliśmy proces leczenia Johna i sprawiliśmy, że szybciej wrócił do zdrowia. Co ważniejsze, uchroniliśmy go przed konsekwencjami przewlekłego nadużywania leków, ponieważ niektóre z tych substancji mają wysokie ryzyko uzależnienia.

Gdy John całkowicie wyzdrowieje, zaufa homeopatii i będzie zachwycony jej potencjałem. To dodatkowo doda mu odwagi, by iść własną drogą w życiu.

(Choć nie zdziwiłabym się, gdyby John przez całe życie miał uzasadnioną niechęć do samochodów pocztowych i ich kierowców. Na tę specyficzną niechęć niestety nie znalazłam rubryki.)

(Uwaga: punkty 4, 5, 6 i 7 powyżej to protokoły Banerji dla tych dolegliwości.)

 


Źródło: https://hpathy.com/homeopathy-interviews/homeopath-joette-calabrese-is-interviewed-by-alan-v-schmukler/
Zdjęcia: 1380114851 od Microgen, 1152383954 od polya_olya, 780388144 od pisitpong2017, 1901756104 od Pixel-Shot


Produkty, które są szczególnie poszukiwane od czasu epidemii koronawirusa

von Narayana Verlag