| |
|
|
| |
|
Dolegliwości: mało energii, napięte, przeciążone nerwy, fizyczne wyczerpanie, drażliwość, niezdecydowanie, czy mieć drugie dziecko. 41-letnia pacjentka rozpoczęła konsultację słowami: "Moja energia nie jest już taka jak kiedyś. Obecnie biorę żelazo i witaminy dla kobiet w ciąży. Podczas mojej ostatniej ciąży czułam się wspaniale. Jakoś przechodzę przez dzień, ale chciałabym czuć się bardziej pełna życia. Nie mam wystarczająco 'mocy', żeby ćwiczyć. Czuję się niekreatywna i mam wrażenie, że kiedyś byłam bardziej kreatywna. Moja praca mnie raczej nie napędza – czuję się niekreatywna, nieinspirowana i całkiem PRZECIĘTNA, a nie lubię czuć się przeciętna, chcę być na szczycie." Ta kobieta jest przyzwyczajona do sukcesu. Brała udział w zawodach jako biegaczka średniodystansowa, ukończyła dwuetapowe studia wyższe i była wysoce kompetentną rzeczniczką medialną dużej organizacji publicznej. Jej wytrzymałość i dokładność przydawały się w pracy. Określiła siebie jako "niekoniecznie najcierpliwszą", a ja dostrzegłem jej bystry intelekt i szybkie rozumienie, połączone z niską tolerancją dla powolnej lub niedbałej pracy. Szybkie osądy, bezpośrednie uwagi i precyzyjne oceny – wszystko to należało do jej szybkiego i inteligentnego stylu pracy. Jak silne by nie było jej poczucie własnej wartości, doznało ono ciężkiego ciosu po narodzinach syna. Powiedziała: "Miałam z nim tak ciężko, że czułam się całkowicie niekompetentna jako matka." Opisała swojego syna jako "okropne dziecko". Był "bardzo czujny od chwili narodzin i cały czas niesamowicie pobudzony i żywy". Nie dało się go położyć do łóżeczka, bo w przeciwnym razie wrzeszczał "aż do utraty tchu" i nie dawał spokoju. Karmienie piersią początkowo nie szło dobrze, aż w końcu odpowiednie szkolenie pomogło rozwiązać problem z karmieniem; niestety nastąpiło to tak późno, że matka była już całkowicie zrezygnowana. Dziecko nie spało, jeśli nie noszono go na rękach, a ponieważ ciągle cierpiała z powodu braku snu, jej zdrowie zaczęło podupadać. Po dwóch i pół roku macierzyństwa była, jak sama mówiła, "wrakiem". "W ciągu dwóch i pół roku zestarzałam się z 30 do (odczuwalnych) 60 lat – byłam kompletnie wyczerpana, bez energii i radości – to było po prostu okropne."
Wraz z jej zdrowiem cierpiało małżeństwo. Pojawiały się nieporozumienia i spory o granice wychowawcze dotyczące ekstremalnie wymagającego chłopca. Odkąd wróciła do pracy, czuła się zachęcona, "przynajmniej tam coś robić i czuć się przynajmniej w połowie kompetentną." Chociaż z punktu widzenia jej szefa pracowała wystarczająco dobrze, wewnętrznie miała wrażenie: "Ledwo trzymałam się na nogach." |
 Mantis religiosa |
Teraz stara się zdecydować, "czy skupić się na mojej karierze ... czy chcę drugie dziecko ...?" Decyzję dodatkowo komplikuje jej zły stan zdrowia i wyczerpanie, własnoręcznie wywołany stres pourazowy związany z pierwszym dzieckiem (i lęk przed możliwym powtórzeniem), oraz obawy dotyczące braku zgody wychowawczej z mężem. Dla jej codziennego życia najważniejszą zmianą, o którą zabiegała, było zdobycie większej cierpliwości wobec syna, dziecka, które sprawia jej tyle cierpienia. |
|
Około sześć tygodni przed naszą wizytą przepisałam jej Czekolada C 30, po czym jako jej similimum wykrystalizowało się "środki owadzie". Po zażyciu Czekolady powiedziała: "Miałam nadzieję, że będę bardziej cierpliwa wobec syna, i w pewnym sensie zauważyłam, że trochę to pomogło... ale czasem byłam dużo bardziej nietolerancyjna wobec jego zachowania. Kiedy zachowywał się kompletnie małpiowato, najchętniej bym go... udusiła. No cóż, nie dosłownie, ale po prostu nie mogłam w ogóle okazać mu żadnej TOLERANCJI, to było jak 'crrrrrh'." Ta kobieta mówi bardzo ekspresyjnie, i opisując swoją frustrację z powodu wymagającego syna, wykonywała liczne, ekspresyjne gesty rękami – obracała wnętrza dłoni w górę i w dół jak wagi, ciąła powietrze dłonią w ruchu tnącym, jej palce zaciskały się mocno, jakby chciała kogoś udusić, i tak dalej. Jednocześnie odczuwa silną miłość do syna i totalną frustrację. Opowiadała, jak dużym wyzwaniem było dla niej wychowanie przedwcześnie dojrzewającego i niestrudzonego dziecka, które opisuje jako "raz anielski, raz okropny". Rodzicielstwo nigdy nie jest łatwe, jeśli chodzi o wychowanie i dyscyplinę. U tej kobiety trudności pojawiły się, ponieważ jej próby wychowawcze nie były wspierane, a czasem wręcz kwestionowane przez męża – i to przy ich źle wychowanym synu. Powiedziała: "To jest kompletnie nieodpowiednie i doprowadza mnie do szału!" Kiedy rozważała drugie dziecko, różnice z mężem ważyły mocno po stronie 'nie'. Jej 'intensywne dziecko' nadwerężyło nerwy obojga rodziców. Chociaż w innych sferach dobrze funkcjonują jako para, mówi o mężu, gdy jest zestresowana: "Kiedy mnie drażni, on mnie drażni tak bardzo, że myślę, dlaczego do diabła z tobą jestem poślubiona? Doprowadzasz mnie do szaleństwa!" Dlaczego jest tak zła na niego? Złości się na różnych poziomach na męża, ale głównie czuje, że nie wspiera jej. "Z drugiej strony" – mówi – "on nie jest przestępcą... każdy powiedziałby, że to miły facet. Tylko... tylko, że jego sposób bycia totalnie mnie irytuje (doprowadza mnie do szału). Czasami jest dobrze, ale kiedy mnie denerwuje, czuję 'UGHHHH!'" Nie potrafiła ubrać uczuć w słowa. Najlepiej wyrażał je zwierzęcy wrzask, przy czym wykonała gest całym ciałem – wyginała się na siedzeniu i gwałtownie potrząsała ramionami, jakby chciała coś otrzepać. "Czasami mam wrażenie, że bycie mężatką N. to jak noszenie koszuli karcącej – ciągle drapie!" Od czasu do czasu słowo 'irytacja' wcale nie oddaje w pełni jej stanu. Dzieje się tak, gdy jej mąż, jej zdaniem, rzuca "prowokacyjne uwagi" i staje się sarkastyczny. Mówi, że lubi dokuczać i pluć jadem. A jak ona na to reaguje? Mówi: "Po prostu mnie to wkurza – moja reakcja to podejść i odgryźć mu głowę!"
Małe nieszczęście, które wydarzyło się niedawno – jej syn poślizgnął się w wannie i uderzył głową – ponownie wywołało to uczucie. Doszło do nieporozumień i braku wzajemnego zrozumienia, a w gorączce kłótni miała olbrzymi gniew na męża. Po chwili zastanowienia powiedziała o swojej wściekłości: "Myślę, że to było nieadekwatne – ale w tym momencie najchętniej bym mu odrąbała głowę..." |
 |
Najpóźniej w tym momencie stało się jasne, że ta kobieta znajdowała się w stanie owada – w stanie modliszki! O czym mówi? Jest rozdrażniona. Mąż ją irytuje. Pewne zachowania z jego strony doprowadzają ją do rozpaczy. A jaka jest jej szczera odpowiedź na to uczucie zirytowania i irytacji? Gniew! Chciałaby "rozerwać go na strzępy", "odgryźć mu głowę" albo "oderwać mu głowę". Te wyobrażenia naprowadziły mnie na modliszkę. |
|
Brutalna gwałtowność jej wściekłości przypomina seksualny kanibalizm tego owada; odczuwa skrajną drażliwość nie tylko emocjonalnie, ale i fizycznie - jakby musiała "wykręcić się z karygodnej koszuli". To odzwierciedla rozwój niedojrzałych modliszek, które linieją sześć lub siedem razy (1) zanim osiągną dojrzałość płciową. Istniejące materiały dotyczące leków homeopatycznych sugerowały, że ten środek ma cechy "bezwzględności i twardości serca", ale skrajny gniew i drażliwość nie były tak dobrze opisane. Świąd skóry wymieniano wśród dolegliwości fizycznych, ale było niewiele potwierdzających rubryk dla tego stosunkowo nowego środka. Jednak jej zwierzęce zachowanie i żywy sposób wyrażania stworzyły tak sugestywny obraz modliszki, że przepisanie leku było jasne. Zaczęliśmy od Mantis religiosa C 200, jednorazowa dawka. Sześć tygodni później zobaczyłam ją ponownie i doniosła o dramatycznej zmianie. "Cokolwiek mi pani dała, zadziałało fantastycznie! Czuję się o wiele lepiej! Podskórna, skrajna drażliwość... zniknęła! Mój syn już nie działa mi na nerwy tak jak wcześniej. A moja irytacja mężem? Wcześniej była wysoka, teraz jest bardzo, bardzo niska. Wciąż czasem mnie denerwuje, ale w żadnym wypadku nie w takim stopniu. Czuję się dużo łagodniejsza i jestem naprawdę szczęśliwa. To takie ogromne ULGI!" To była dramatyczna zmiana i interesowało mnie, czy mogłaby opisać, jak przeszła ze swoich wcześniejszych nadwerężonych nerwów i ekstremalnego stanu rozdrażnienia do tego "ulżenia". Mam nadzieję, że jej odpowiedź pomoże uwidocznić rodzaj cierpienia w przypadkach Mantis religiosa. Powiedziała: "To było jak coś rozplątać, jak poluzować i rozwiązać mocno zaciśnięte druty, a potem wyjść na zewnątrz. Nie potrafię tego inaczej wyrazić, ale po dwóch tygodniach, nawet po tygodniu, czułam się lżejsza, mogę to tylko tak opisać, nie jestem już tak 'poirytowana', rozumie pani?" Kiedy powiedziała "poirytowana", wykonała kolejny gest swoimi ekspresyjnymi rękami – mocny chwyt, jakby cała jej wola skoncentrowała się w bezlitośnie napiętych palcach. Pozostała na tym środku prawie rok. Trafił w sedno jej stanu, i po zaledwie dwóch dawkach była z nim gotowa. Długoterminowy rezultat był bardzo dobry. Raportowała: "Czuję się prawie miękka, co dla mnie jest niesamowite!" (Śmieje się z siebie). Jej relacje stały się zdrowsze, a o synu powiedziała: "Faktycznie czerpię z niego dużo radości... Myślę, że tak powinno się czuć przy dziecku, a wcześniej nigdy tego tak nie odczuwałam. Wciąż mnie zalewa i gada jak wodospad, ale osiągnęłam głębokie zadowolenie, którego wcześniej nie miałam." Podsumowała to ze śmiechem: "Wezmę go ponownie w każdej chwili, to było naprawdę dobre – najlepszy środek, jaki kiedykolwiek brałam! Cokolwiek u mnie rozpoznaliście – trafiliście w dziesiątkę" – tutaj wykonała inny gest ręką, najpierw uniosła palec, a potem dotknęła nim nosa – "i to było genialne. Dziękuję bardzo!" Cynthia Shepard mieszka i praktykuje na Vancouver Island w Kolumbii Brytyjskiej, Kanada Zdjęcie: shutterstock.com; © Sheldon Green - istock.com Kategoria: Przypadki Słowa kluczowe: drażliwość, irytacja, złość na męża, owady, wyczerpanie, brak inspiracji, modliszka. Środek: Mantis religiosa
|
| ************************************************************************** |
| (1) mniejsza liczba dotyczy samców, większa samic modliszki |