S., 39‑letnia samotnie wychowująca dwoje dzieci matka, zgłosiła się do mnie w lutym 2007 z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym (choroba maniakalno‑depresyjna). Jej fazy maniakalne charakteryzowały się głośną, szybką mową i histerycznym śmiechem, który chwilę później przechodził w żałosne łkanie. Fazy maniakalne miały charakter euforyczny i pełen religijnego uniesienia. Jej oczy błyszczały, kiedy mówiła ze swoją „boską źródłem”, a z niewiarygodną szybkością wydawało się, że pobiera informacje. Zachowywała się seksualnie wyzywająco, wydawała potworne sumy pieniędzy i potem czuła się winna. Potem popadała w lęk i panikę. Niektóre dni w ogóle nie mówiła, a jej depresje często prowadziły do myśli samobójczych. Jej rozpacz była głęboka, i tylko wiara religijna oraz kilku dobrych przyjaciół trzymało ją przy życiu. Była – jak sama przyznała – „uzależniona od miłości” i przyznawała, że wchodzi w relacje niechętne i przemocowe. |
|
![]() |
Miała stałe problemy waginalne, które nasilały się, gdy była zestresowana lub wchodziła w jedną z przemocowych relacji. Jej pochwa zapalała się, stawała „czerwona, popękana i bolesna”. To wywoływało u niej ogromny lęk, ponieważ potrzebowała swojej seksualności w pogoni za idealnym związkiem. W ciągłych poszukiwaniach „bliźniaka duszy” wydawała duże sumy na zabiegi kosmetyczne, salony paznokci, fryzjera, |
ubrania itp., by wyglądać pięknie dla mężczyzn, co doprowadziło ją do trudnej sytuacji finansowej. Historia choroby W wieku od sześciu do dziesięciu lat była wielokrotnie wykorzystywana seksualnie przez swojego „empatycznego” 18‑letniego kuzyna. Ponieważ była znana z przesady i uważana w rodzinie za zuchwałą, on groził, że przedstawi ją jako kłamczuchę, żeby ją uciszyć. Nadużycia ustały dopiero po przeprowadzce do innego stanu. Typowo S. przez lata obwiniała się i część z niej „całkowicie się zamykała”. Jej jedynym twórczym ujściem było śpiewanie i taniec, w których brała udział w konkursach. Gdy miała 13 lat, odebrano jej to, ponieważ matka w swojej głębokiej rozpaczy nie mogła być obciążana przewożeniem jej z miejsca na miejsce. Gdy wbrew jej woli umieszczono ją w internacie, czuła się przez matkę niekochana. Ojca widywała rzadko, ponieważ często wyjeżdżał na dłuższy czas, czasami na lata, później przyznając, że z powodu bezmiłej małżeńskiej sytuacji znikał tak często, jak to możliwe. S. była samotna, z nadwagą i nosiła ciężar smutku, który wydawał jej się niekończący. W desperackiej potrzebie bycia kochaną zaczęła współżyć już w wieku 14 lat, wiedząc, że chłopcy nie łączą z tym uczucia. Była wtedy znana jako „jedna z tych dziewczyn”. Nastąpiła seria nieudanych związków aż do pierwszego długotrwałego związku, który trwał od 17 do 22 roku życia. Mężczyzna znęcał się nad nią emocjonalnie; w wieku 18 lat zaszła w ciążę; partner i jego rodzice zmusili ją do aborcji. W wieku 19 lat stała się paliącą nałogowo, przytyła 30 kg i była bezdomna. Przeżyła załamanie nerwowe, zdiagnozowano u niej chorobę maniakalno‑depresyjną i podawano duże dawki litu. Po tym związku nadal szukała „tego jedynego”, który miał ją uratować, i weszła w relację z mężczyzną, którego rodzina miała długą historię chorób psychicznych, w tym schizofrenię. Przekonana, że wszystkie jej problemy wreszcie się skończą, S. odstawiła lit. Para szukała przed ślubem porady małżeńskiej, ponieważ chcieli uchronić własną rodzinę od wszystkich problemów psychicznych, które odziedziczyli. Jakość związku ujawniła się już w podróży poślubnej, kiedy nowy mąż spędzał wiele godzin z nowym kumplem, barmanem, zostawiając ją znowu samą.... Nastąpiło bezduszna małżeństwo, w którym była narażona na znęcanie się psychiczne. S. zdradzała, wciąż szukając „tego właściwego”. Romans trwający ponad dziesięć lat zakończył się śmiercią kochanka; ona ciągle szukała dalej. Chociaż w małżeństwie było bardzo mało kontaktu fizycznego, urodziły się z niego dwoje dzieci, a gdy małżeństwo nieuchronnie rozpadło się, została samotnie wychowującą matką dwójki dzieci... wciąż w poszukiwaniach. Jej relacja z dziećmi ucierpiała z powodu jej ciągłego szukania. „Moje życie było jednym wielkim bałaganem i tylko dzięki wielu terapiom (jako pocieszeniu) udało mi się przetrwać.” Zalecenia Kiedy S. została moją pacjentką w lutym 2007, znała już homeopatię. Wyjaśniła, że potrzebuje niezależności i odczuwa głęboki ból w klatce piersiowej, który rozpoznaje jako lęk. Powiedziała też, że ma głęboko osadzony gniew, którego nie potrafi odpuścić. „Jedyny, którego naprawdę kochałam” opuścił ją miesiąc wcześniej. Był to kolejny mężczyzna, do którego przywiązała się całym swoim sercem i od którego rozpaczliwie oczekiwała, że będzie „tym właściwym”. Początkowo czuła się opuszczona, ale po przyjmowaniu Chamomilla uspokoiła się, poczuła się bardziej wycentrowana, potrafiła stawiać granice i cieszyć się czasem z dziećmi. Czuła, że rumianek pomaga jej słuchać, ale nadal mówiła o swoim uzależnieniu od miłości i potrzebie bycia kochaną. Była zawstydzona i wstydziła się swojej zależności. Kontynuowała burzliwy związek z brutalnym i manipulacyjnym mężczyzną, który ją wcześniej opuścił. |
|
![]() |
Przez resztę 2007 roku walczyła, by wyrzucić tego mężczyznę ze swojego życia i była zagrożona samobójstwem. Przepisałam jej Peridot C 30, który dał jej siłę, by przetrwać ten trudny czas, kiedy wracała w mękach duszy. Wyższe potencje Peridot wyciągnęły ją z tej otchłani. |
„Węże”. Zaczęła teraz przyjmować Lachesis C 30 i miała wrażenie, że ten środek stworzył dla niej bezpieczną przystań. Środki zwiększyły jej siłę i wytrzymałość, ale w kwestii jej uzależnienia nic się jeszcze nie zmieniło, ponieważ nowi kochankowie wchodzili w jej życie tylko po to, by raz po raz łamać jej serce. W 2009 roku S. rozpoczęła nowy związek, który wydawał się mieć większe szanse na trwałość. Jednak wkrótce zdałam sobie sprawę, że ten mężczyzna, choć nie skłonny do wybuchów, nie był w stanie zapewnić jej zdrowego związku i w pewnym sensie był uwodzicielem i flirciarzem. Wtedy cierpiała na ciężką grzybicę pochwy i obawiała się raka szyjki macicy. Często miała guzki w piersiach. Stwierdziłam, że Staphisagria C 200 szybko ukoiła jej związaną z infekcją grzybiczą złość. Również Lilium tigrinum stosowano z dobrym skutkiem podczas jej epizodów depresyjnych, gdy cierpiała z powodu stale zmieniającej się sytuacji. Silicea 1M pomogła przy poczuciu kruchości, a epizody depresyjne stały się rzadsze. We wrześniu 2010 S. zaczęła przyjmować Rosenquarz-Immersion C 200. Dzięki temu nauczyła się jasno dostrzegać skutki własnego zachowania. „Środek okazał się dla mnie szczególnie korzystny, ponieważ doprowadził mnie do rozpoznania mojego uzależnienia od relacji i potrzeby bycia kochaną. Przez całe życie moje relacje z płcią przeciwną były nieharmonijne. Dotyczyło to moich najbliższych członków rodziny, jak ojciec i brat, aż po mojego byłego męża, późniejszych kochanków i mojego syna. Szukając wtedy uznania u bardzo młodych mężczyzn, czy to platonicznego, czy seksualnego, to pragnienie aprobaty popychało mnie do porzucania moich przekonań i wartości i nie pozwalało mi być naprawdę sobą. Nawet teraz, gdy to piszę, czuję ból tylu lat niespełnionej miłości i tęsknotę za miłością i uznaniem ojca i brata. Coraz lepiej rozpoznaję, gdzie „kocham za bardzo”; wiem teraz, że to nie jest miłość, lecz uwodzenie ego, które tworzy potrzebę, niepewność i kruchość. Spotykałam się z mężczyzną, o którym wewnętrznie wiedziałam, że do mnie nie pasuje. Jednak pozostałości z mojej przeszłości wkradły się znowu i sprawiły, że ponownie się naraziłam, ponieważ oferował mi iluzję tego, czym mogłoby być moje życie, a ja nadal byłam uwięziona w dawnym sposobie myślenia. Po raz pierwszy w życiu Rosenquarz dał mi siłę, by stawiać granice w sposób kochający i współczujący zarówno wobec siebie, jak i wobec drugiej osoby. Nigdy wcześniej nie zakończyłam związku bez ekstremalnych poczucia winy. Kiedyś utrzymywałam związki po to, by druga osoba czuła się lepiej, co u mnie prowadziło do lęków. Miło było to przezwyciężyć. Rosenquarz przywrócił moją beztroskę; pomógł mi rozpoznawać związki, które są dla mnie szkodliwe, i dał mi odwagę, by odpuszczać ludziom – zarówno mężczyznom, jak i kobietom – którzy mnie energetycznie wyczerpywali. Uwolnił mnie od potrzeby miłości i otworzył mnie na pragnienie tworzenia spełnionego życia dla siebie i moich dzieci. Pomógł mi rozpoznać, kiedy jestem zależna, i wtedy być współczująco i kochająco wobec siebie. Po raz pierwszy w życiu pozwolił mi cieszyć się własnym towarzystwem i nie dręczyć się dla kogoś innego, by czuć się kompletną lub szczęśliwą. Pomógł mi akceptować ludzi takimi, jakimi są, i nie brać ich zachowań osobiście. Wzmocnił mnie w powolnym porzucaniu starych wzorców zachowań i doprowadził do uświadomienia sobie, że jestem piękna, życzliwa i łagodna, i że taka, jaka jestem, jest dobra. Dał mi odwagę, by stawiać granice ludziom na pozycjach władzy, którzy wkradają się w moje serce i chcą korzystać z mojej dobroci, i zmniejszył moje ataki paniki.” Maj 2011 Po tym, jak S. przejęła odpowiedzialność za swoje życie, w ostatnich miesiącach stawiano jej czoła kilku trudnym sytuacjom. Podsumowała swoje niemałe długi, które narosły w ciągu lat podczas jej faz maniakalnych, i teraz spłaca je odpowiedzialnie, co jako samotnej matce dwojga dzieci stanowi dla niej ogromne zadanie! Obecnie jest singielką i chce być dla siebie. Czasami dopada ją odrobina smutku, ale wie, że to nieuniknione. Jej praca, która zaczynała się jako obiecująca kariera, stała się miejscem o ogromnej presji, co doprowadziło do częstych zwolnień chorobowych pracowników. S. jednak pozostała stanowcza, ponieważ kocha swoją pracę. Chociaż obiecywano jej podwyżkę, która potem nie nastąpiła, jest zdeterminowana, by nie stać się „jąkającą się, histeryczną rozpaczliwą kupką nieszczęścia”, jak to miało jej się dawniej zdarzać. Od kilku lat jest zaangażowana w postępowanie sądowe publiczne związane z jej pracą, i toczy się. Jest zdeterminowana, by doprowadzić to do końca i utrzymać swoje stanowisko. Nie wie jeszcze, jak to się skończy, ale jeśli będzie niekorzystnie, stanie w obliczu bankructwa. Jej matka teraz ją docenia i uznaje, co osiągnęła. Odbudowuje relację z dziećmi. Otrzymuje wsparcie od byłego męża, co jeszcze w zeszłym roku wydawało się całkowicie utopijne. Obecnie przyjmuje Rosenquarz-Immersion MM i raportuje: „Teraz mogę zaufać, że moje relacje miłosne będą się rozwijać swoim własnym tempem i że na końcu wszystko zawsze dobrze się układa. S. naturalnie straciła nadwagę bez diety czy wysiłku fizycznego. Jej pochwa przestała się łuszczyć. Jej głos brzmi teraz łagodniej i jest dobrze modulowany. Nie jest już tak bardzo w swojej głowie, czyli jest bardziej „uziemiona”, ponieważ Rosenquarz-Immersion daje jej kochające wsparcie. Odważnie idzie dalej naprzód. |
|
Zdjęcia: Wikimedia Commons |
|

