|
|
|
|
|
Ona odważnie stawia czoła swojej dziedzicznej chorobie krwi: wokół mnie widzę tylko śmierć i rozkład, ale ona sprzeciwia się wszelkim przeciwnościom. Ma 59 lat, jest terapeutką z anemią Addisona*, która przekształciła się w przewlekłą białaczkę limfocytową*. Wygląda młodziej, promiennie, przyjaźnie i zawsze gotowa do żartu*; przez to łatwo można przeoczyć powagę jej choroby*. Stopniowo ujawnia szereg objawów i dolegliwości, które zdają się nie mieć końca. |
|
W rodzinie występuje historia CLL* (przewlekła białaczka limfocytowa); jej matka i siostra mają tę chorobę, a ojciec zmarł na raka kości*. Jej własne wyniki krwi wykazują duże, nieidentyfikowalne komórki* oraz atypowe blasty (niedojrzałe komórki krwi)*. Ma powiększone węzły chłonne w okolicy szyi*, wysokie ciśnienie krwi (około 150/95); z powodu anemii Addisona* regularnie otrzymuje zastrzyki z witaminą B12. Jest żywa i stara się przyjąć swój los od pozytywnej strony, nie będąc jednak powierzchowną*. Nie chce być ciężarem dla innych, co czyni ją szczególnie sympatyczną, ponieważ za jej dolegliwościami nie kryje się żaden ukryty egoizm*. Jej oczy mają głębokie spojrzenie i emanują dziwną siłą*, która nie chce zawłaszczyć innych, lecz pozwala im pozostać sobą. Jej spojrzenie ukazuje wewnętrzne zwycięstwo nad jej słabością. Ma się wrażenie, że lubi igrać z sytuacjami i nie chce brać wszystkiego zbyt poważnie. Tymczasem jej stan jest naprawdę poważny; może funkcjonować w ciągu dnia tylko z dużymi ograniczeniami. Im dłużej mówi, tym bardziej zaskakuje, jak żywa wydaje się pomimo wszystkich tych trudności. Głównymi jej dolegliwościami są problemy jelitowe. Od 10. roku życia ma zaparcia z przeszywającymi bólami w prawym nadbrzuszu, jakby ktoś wkręcał tam ostry śrubokręt. 6 tygodni temu miała kolonoskopię, która wykazała ropną zapalenie uchyłków i ropnie w okrężnicy. Ulgi przynoszą jej lewatywy i ćwiczenia oddechowe*.
|
|
|
|
W całym swoim życiu miała ciężkie infekcje*, lecz rzadko z gorączką*. Nigdy nie była zupełnie zdrowa. Była chorowitym dzieckiem* i częściej była bliżej śmierci niż życia*. Zanim się urodziła, jej matka dwukrotnie dokonała aborcji*. Po urodzeniu długo pozostawała nędznym, mizernym dzieckiem*. Gdy miała 2 lata, przez dwa dni była sparaliżowana wskutek infekcji. Podejrzewano, że to była polio, ale nigdy tego nie potwierdzono.
|
|
Czy miałaś kiedykolwiek jakieś przejmujące doświadczenie, które zmieniło Twoje życie? „Tak, gdy miałam dziewięć lat, zmarł mój siostrzeniec, który był młodszy ode mnie. Bardzo go lubiłam. Wtedy moja matka uznała, że powinnam poznać rzeczywistość śmierci*. Przedstawiła mi to ładnie i zabrała mnie do kostnicy. Tam leżało ciało mojego ukochanego siostrzeńca: martwy, z sinawe ustami, a za nim było jeszcze wiele innych trumien z ciałami*. To była upiorna scena*, okrutna i chorobliwa*, śmierć była przerażająca. Zajęło mi wiele lat, żeby sobie z tym poradzić. Od tego dnia miałam bóle brzucha i skurcze, a gdy gdziekolwiek widziałam śmierć lub rozkład, dostawałam skurczów brzucha i wstrzymywałam oddech. Zawsze, gdy się rozchorowywałam, byłam przekonana, że umrę. Gdziekolwiek szłam, widziałam śmierć i rozkład*, śmierć wydawała się wszechobecna*. Często też miałam anginy. Raz byłam bardzo chora i bliska uduszenia – podejrzewano błonicę, bo ledwo mogłam oddychać, a podniebienie było sparaliżowane. Straciłam cały rok i większość czasu przesypiałam, byłam zupełnie wykończona. W szkole musiałam powtórzyć rok. Gdy miałam 18 lat, miałam ropny guzek u nasady podniebienia, który musiał być operowany; operacja trwała 7 godzin. Wiele lat później, w okresie menopauzy, znów doświadczyłam uczuć duszenia i lęku przed śmiercią*. Pojawiało się to prawie zawsze w nocy, z palpitacjami serca, myślałam, że to koniec i uduszę się. Wtedy pomógł mi Aconitum.” Pomimo wszystkich odziedziczonych* słabości udało jej się stopniowo odbudować stan zdrowia dzięki zdrowemu i zdyscyplinowanemu życiu. Regularnie ćwiczyła i prowadziła zrównoważony tryb życia. Udało jej się przeciwstawić wszechobecnemu rozkładowi*. Kiedy zetknęła się z homeopatią, wszystko się poprawiło. Rosina Sonnenschmidt mogła jej pomóc preparatami Syphilinum i Uran. Jej infekcje występowały rzadziej i miały łagodniejszy przebieg. Jej morfologia poprawiła się; komórki białaczkowe zmniejszyły się. W ostatnich latach pomógł jej Phosphorus na przewlekły kaszel. Jej ulubione kolory to ciepły żółty 3C i czysty niebieski 15C. Gdy patrzy na 3C, czuje się ciepło, spokojnie i zrelaksowana; jeśli patrzy dłużej, odczuwa w sobie pewną wewnętrzną wolność. Przy 15C odczuwa przestrzeń, wodę i ma wrażenie swobodnego poruszania się w wodzie. Analiza i dalsze postępowanie Z perspektywy czasu istnieje wiele dobrych wskazówek na serię uranu, oznaczonych gwiazdkami* w tekście. W przeszłości pomogło jej nawet Uran, a główne rozpoznania kliniczne (CLL i anemia Addisona) również wskazują w tym kierunku. Postanowiłem jednak pójść za wątkiem błonicy z porażeniem po zdarzeniu w kostnicy, ponieważ traktowała to bardzo poważnie. Po podaniu Diphtherinum C 200 otworzyła się prawdziwa puszka Pandory: 20–30 minut po zażyciu zniknęły jej dawne dolegliwości, utrzymujące się przeszywające bóle w prawym nadbrzuszu. Potem poczuła, jakby ktoś ściskał jej gardło. Na nagłośni utworzyła się twarda śluzowa błona, która zmuszała ją do powtarzających się odruchów wymiotnych; nie mogła się jej pozbyć, ponieważ była zbyt włóknista i lepka. Po kilku dniach stała się bardzo niespokojna. Po jedzeniu miała nudności, a podczas mycia zębów jej dziąsła krwawiły jaskrawoczerwoną krwią. Jej sen był jednak bardziej odświeżający niż wcześniej. Po tygodniu jej stan się pogorszył. Nie mogła się skoncentrować i mieszała dane i dokumenty w swojej praktyce. Niepokój bardzo jej przeszkadzał, a do jej dezorientacji dołączyły zawroty głowy, ciśnienie krwi skoczyło do 160/105. Cały jej układ trawienny od jamy ustnej po odbyt wydawał się palić. „Wszystko się poplątało, nie mogę spać, chociaż jestem śmiertelnie zmęczona, przewracam się w łóżku i często budzę.” Niedługo po tym, jak otrzymała kolejną dawkę Diphtherinum C 200, miała spontaniczny normalny stolec, co u niej zdarzało się bardzo rzadko, ale wszystko inne jeszcze się pogorszyło. „Tak bardzo kręci mi się w głowie i moja głowa jest tak niespokojna, jakby mózg miał eksplodować.” W ciągu następnego tygodnia jej niepokój nieco ustąpił, ale „to tak, jakbym straciła mózg, nie mogę myśleć, niczego sobie nie przypominam, każda praca umysłowa wymaga dużego wysiłku i całkowicie mnie wyczerpuje. Miałam ten stan już 10 lat temu, gdy oglądałam freski na sklepieniu w Watykanie. To uczucie, jakby moja głowa była w chmurze, jakbym miała zasłonę przed oczami. Pocierałam czoło, żeby ją zetrzeć.” Dopiero gdy wspomniała o terminie „szpik kostny”, zapaliła mi się lampka: to musiał być środek z serii uranu! Wtedy w końcu wszystko się wyrównało.
Zalecenie: Uranium nitricum C 30, metoda plussingu (Ramakrishnan). |
|
|
|
Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. W pierwszych 2 tygodniach poprawiło się jej ogólne samopoczucie, a powiększone węzły chłonne zniknęły. Po 3 miesiącach zadzwoniła, by mi podziękować: była całkowicie zdrowa, nie miała żadnych dolegliwości i chciała przekazać mi tylko dobrą wiadomość. Nie widziała potrzeby sprawdzania morfologii, bo czuła się tak dobrze. Również po kolejnych 6 miesiącach czuła się nadal dobrze. |
|
Sole uranu i dziedziczne choroby krwi Ten przypadek ma podobieństwo do przypadku innego pacjenta, który jest już starszy i od 12 lat dobrze reaguje na różne sole uranu. Ma dziedziczną talasemię minor. Jego babcia, pochodząca z regionu śródziemnomorskiego, i jej obie córki przekazały chorobę dziedzicznie. Ma lekką nadwagę i z zapałem wykonuje pracę jako dyrektor szkoły. Zawsze ma uśmiech na twarzy, chociaż często zmaga się też z epizodami depresyjnymi. Stara się brać rzeczy mniej poważnie, niż się wydają, nie będąc jednak powierzchownym. Jego zachowanie nie wydaje się udawane ani nienaturalne, ma naturalne poczucie humoru. Nie chce się skarżyć, nawet gdy jest chory, ale w przeciwieństwie do Arnicy stara się rozweselić lekarza, będąc szczególnie miły i radosny. W młodości był aktywny politycznie, nie wiążąc się jednak z żadną partią. Chciałby założyć własną szkołę modelową, by zrealizować swoje pomysły, ale ten plan rozbił się o rzeczywistość obecnego systemu szkolnego. Młodszy pacjent, który dobrze reagował na Uraninitum (zob. także przypadek Markusa Kuntoscha), cierpiał na ciężką postać dziedzicznej sferocytozy. Sześciu członkom rodziny usunięto już śledzionę, ale on sprzeciwił się temu zabiegowi i wybrał leczenie homeopatyczne, które jest prowadzone z powodzeniem od dwóch lat. Uraninitum otrzymał po raz pierwszy w wieku 15 lat. Jego wartości bilirubiny były bardzo wysokie (> 8 mg/dl, zwykle powyżej 5) i w wyniku kamieni z bilirubiny doświadczał kolki żółciowej. Od dzieciństwa jest nadmiernie owłosiony na całym ciele. Po pierwszej dawce Uraninitum dostał kolki, ale potem jego poziom bilirubiny spadł do połowy wartości wyjściowej. Od tego czasu przyjmuje je raz w tygodniu i bardzo pozytywnie rozwija się w ciągu ostatnich dwóch lat. |
|
| **************************************************************************** | |
|
Zdjęcia: Wikipedia |
|
| **************************************************************************** | |
|
Kategoria: Przypadki |
|


