autor: Vladimir Petroci

45-letni pacjent, właściciel zakładu pogrzebowego, zgłasza się do poradni z powodu alergii na pyłki. Od kwietnia do września cierpi z powodu objawów kataru siennego: swędzenie oczu z łzawieniem, swędzenie nosa z wodnistą wydzieliną oraz uczucie ucisku w gardle. Często ma chrypkę. Wiosną i latem nie może wychodzić z domu bez chusteczek. Oprócz traw pacjent nie toleruje produktów mlecznych.
5 lat wcześniej mężczyzna założył własny zakład pogrzebowy. Z powodów finansowych początkowo mieszkał w swoim biurze, firma nie przynosiła wtedy wystarczających dochodów na wynajęcie osobnego mieszkania. To był trudny czas, szczególnie dużo kurzu w zakładzie dawało mu się we znaki. Wtedy zachorował na zapalenie płuc, którego nigdy do końca nie wyleczył, ponieważ nie mógł sobie pozwolić na przerwę w pracy. Objawy zapalenia płuc to uczucie ucisku i duszności w gardle oraz krwawienia z nosa. W następstwie pojawiły się katar sienny i astma. Obecnie pacjent ma kaszel i nudności przy kontakcie z pyłem. Kiedy w pracy musi się fizycznie wysilić, dostaje zadyszki. Musi przyjmować wysokie dawki antyhistamin, co znacznie łagodzi jego objawy. Gdy odstawia antyhistaminę, objawy powracają tak silnie, że potrzeba 3 dni, zanim ponowne zażycie antyhistaminy zacznie działać.
Matka pacjenta była alkoholiczką. Zmarła na krwotok mózgowy spowodowany upadkiem podczas gwałtownego upojenia alkoholowego. Z powodu matki pacjent żywi głęboką niechęć do alkoholu. Jako dziecko był regularnie bity przez innych chłopców. Gdy matka się o tym dowiedziała, wychłostała go, ponieważ znosił to od innych. Często przyjmował uderzenia, ponieważ jako dziecko był chudy, słaby i niedożywiony. W wieku 11 lat ważył zaledwie 15 kg, a w wieku 18 lat ważył 60 kg. W tym wieku pewnego razu został tak mocno zaczepiony przez innego chłopca, że musiał się gwałtownie bronić i w trakcie tego zranił tego chłopca. Za to otrzymał wyrok w zawieszeniu i musiał zapłacić odszkodowanie.
Od dzieciństwa mężczyzna był wyobcowany i skłonny do przestępczości. W wieku 15 lat zaczął jeździć motocyklem, mimo że nie miał prawa jazdy. Brał udział w pościgach z policją, ale nigdy nie został złapany. Motocykl ukrywał w mieszkaniu. Po dwóch latach matka zgłosiła go na policję i podczas aresztowania został przez policjantów maltretowany.
Jako nastolatek uczęszczał do szkoły zawodowej i dostawał 90 koron (około 13 euro) kieszonkowego miesięcznie. Większość z tego zabierał mu ojciec. Ojciec był nierobem, który nigdy nie troszczył się o rodzinę. Rodzina była strasznie biedna, brakowało jedzenia i pieniędzy na żywność czy ubrania. Pacjent i jego bracia byli zmuszeni kraść buty sąsiadów, żeby nie chodzić boso.
Ojciec kiedyś złamał synowi nos, bo podejrzewał go o kradzież 2 koron (30 centów), choć jeden z jego braci zabrał pieniądze. Brat zmarł niedługo potem na embolię, rozwiniętą po licznych złamaniach: mafia złamała mu obie nogi, żeby nie mógł zeznawać przeciwko nim w sądzie. Drugi brat utrzymuje incestuozalny związek z własną córką, a trzeci brat spadł z dachu i od tamtej pory jest sparaliżowany. Nie utrzymuje kontaktu z rodzeństwem.
Przez pewien czas pacjent pracował w fabryce, gdzie nabawił się ciężkiej dermatomykozy stóp. Sporadycznie ma ringowate grzybice na ciele.
W wieku 18 lat został skazany za kradzież na dwuletni wyrok więzienia, ponieważ ukradł skrzynkę z narzędziami w pracy.
Ze względu na wcześniejsze przestępstwo (uszkodzenie ciała) musiał natychmiast odbyć karę. Właściwie miał trafić za kratki na 3 lata, ale ojciec interweniował i kara została skrócona. To był pierwszy raz, kiedy ojciec się za niego wstawił. Brat jego ojca był wysokim oficerem w wojsku i załatwił dobre słowo za swoim siostrzeńcem. W czasie aresztowania pacjent został jednak dotkliwie pobity i pozostawiony prawie martwy w izolatce. Ku zaskoczeniu wszystkich przeżył ten incydent, choć włosy mu wypadły na skutek ogromnego stresu.
W trakcie odbywania kary kilku strażników więziennych próbowało przypisać mu samobójstwo pewnego „Cygańskiego” więźnia. Po wyjściu z więzienia mężczyzna ważył 90 kg – ciężko trenował za kratkami. Pieniądze, które zarabiał pracą w więzieniu, wysyłał rodzinie do domu.
W służbie wojskowej nie było mu lepiej: podczas ćwiczeń zerwała się ścięgna Achillesa, ale oficer kazał mu iść dalej. Uszkodzoną ścięgno zszyto dopiero wieczorem. Po tym doraźnym zaopatrzeniu wrócił natychmiast na służbę i wykonywał prace malarskie. Rzucił swoją kulę w dyżurującego oficera i próbował uciec przez okno. Wówczas ponownie doznał najcięższych obrażeń: odłamki szkła rozcięły mu ramię i poszarpali powłoki brzucha, przez co jelita wypłynęły na zewnątrz. Jakby tego było mało, karetka, która miała go zawieźć do szpitala, wzięła udział w wypadku i pacjent wraz z noszami został wyrzucony z pojazdu podczas transportu. Doznał złamania szczęki. Ostatecznie cywilna karetka zawiozła go do szpitala. Z powodu obrażeń nie był w stanie przyjmować pokarmu, ale pielęgniarka oskarżyła go, że celowo nie chce jeść. W konsekwencji skierowano go na oddział psychiatryczny i leczono silnymi psychotropami. Z powodu silnych leków pacjent zaczął moczyć się w nocy, za co znów oskarżono go o celowe zachowanie. Dopiero gdy mógł zwierzyć się dyżurującemu ordynatorowi, opowiedzieć swoją historię i wspomnieć o licznych wypadkach, opuścił oddział psychiatryczny.
Kiedy w końcu wyszedł z wojska, rozpoczął praktykę jako drukarz, ale wkrótce stracił pracę, gdy firma popadła w kłopoty finansowe. Potem był długo bezrobotny, aż urząd pracy znalazł mu stanowisko w zakładzie pogrzebowym. Dobrze wykonywał swoją pracę i awansował w firmie. Związał się z szefową i chciał przeorganizować firmę według własnych pomysłów. Kiedy nie udało mu się przeforsować swoich planów, opuścił kochankę i jej firmę i założył własny zakład pogrzebowy. Teraz działa w konkurencji do starej firmy i oferuje ładniejsze i tańsze pogrzeby. W odniesieniu do swojej pracy opisuje siebie jako towarzysza zmarłych w drodze do innego świata.
Pacjent odniósł duży sukces z własnym zakładem pogrzebowym, co jednak czasami uczyniło jego życie jeszcze trudniejszym niż wcześniej. Pewnego razu był ścigany przez dwóch mężczyzn samochodem i został postrzelony. Na szczęście nie odniósł obrażeń, ale jego samochód miał rozbite szyby i ramy. Ponieważ nie dał się zastraszyć i stale rozbudowywał swój zakład, otrzymywał coraz więcej gróźb; między innymi został zaatakowany i pobity przez zamaskowanych mężczyzn na terenie swojej firmy. Obecnie jest bardzo ostrożny i dokładnie waży, z kim ma do czynienia.
Pacjent lubi jeść i zasadniczo wszystko mu smakuje. Lubi sycące i tłuste potrawy, np. golonkę z kapustą. Po jedzeniu jednak czuje się ociężały i wzdęty. Trawi bardzo powoli. Czuje się ciężki, jakby miał kamień w żołądku. Ponieważ dużo je, ma skłonność do nadwagi; jest to rodzaj kompensacji za ciężkie dzieciństwo, w którym nigdy nie miał wystarczająco jedzenia. Jego nadwaga przynosi mu też szacunek. Kiedyś czuł się ciągle upokarzany.
Pacjent nie toleruje mleka. Po mleku pasteryzowanym ma biegunkę, natomiast surowe mleko znosi dobrze. Lubi ryż, gulasz i kiełbasę. Jako dziecko odmówił kiedyś zjedzenia zupy pomidorowej, ponieważ kolor przypominał mu krew. Matka wściekła rzuciła wtedy nożem w ojca, lecz nóż chybił. Trafił w czoło pacjenta; blizna po tym jest widoczna do dziś.
Pomimo wszystkich wypadków i urazów największym lękiem pacjenta jest bieda. Chociaż stał się teraz bardziej wyrównanym kierowcą, największa zmiana zaszła w sferze psychicznej. Doświadczenia uczyniły go ostrożnym i brzydzi się przemocą. Jako młody człowiek był porywczy i wybuchowy, często wybuchał z byle powodu. Prawie regularnie był maltretowany i bity. „Dziś dałbym się pobić bez oporu, tylko po to, by nie trafić do więzienia.”
Chciałby studiować prawo i zostać adwokatem. Ma w domu kodeks prawny, który regularnie i chętnie czyta. Pacjent jest przekonany, że więzienie ukształtowało z niego mężczyznę.
Po rozpadzie pierwszego małżeństwa mężczyzna przeżył fazę depresyjną z myślami samobójczymi. Wtedy jego zakład pogrzebowy także źle funkcjonował.
Z drugą żoną jest bardzo szczęśliwy. Jest od niego o 14 lat młodsza i dobrze na niego wpływa. Dzięki niej stał się spokojniejszy i bardziej zrównoważony.
Pacjent cierpi ponadto na zaawansowaną koksartrozę z przeszywającymi bólami w stawie biodrowym, nasilającymi się przy obciążeniu. Łatwo się przeziębia – nawet krótki spacer do pojemnika na śmieci wystarczy, by złapać przeziębienie. Jego liczne blizny i stare urazy są bardzo wrażliwe na zmiany pogody. Bardzo się poci, głównie głowa, kark i ramiona. Czasami odczuwa uderzenia gorąca przechodzące przez całe ciało.
Analiza
Moje pierwsze wrażenie tego pacjenta było takie, że potencjalnie może być niebezpieczny i że lepiej podchodzić do niego z dużą ostrożnością. Jednocześnie był pewny siebie, pogodny i męski. Był bardzo komunikatywny, opowiadał interesująco i potrafił utrzymać uwagę słuchacza. W jego opowieściach można było współodczuwać. Mężczyzna jest średniego wzrostu, mocno zbudowany i ma lekko wystający brzuch. Nosi krótkie włosy, na wizytę przyszedł z trzydniowym zarostem.
Dla mnie od początku był to jasny przypadek Melilotus. Środek pasuje zarówno do specyficznego kontekstu, jak i do charakterystycznych objawów. Zawsze staram się uwzględnić te dwa aspekty i przynosi mi to duży sukces w praktyce. Jeśli stwierdzam, że albo kontekst, albo objawy nie pasują, to środek nie jest właściwy. Przez kontekst rozumiem tematy przypadku i miejsce środka lub grupy środków w szerszym układzie (królestwo mineralne, roślinne lub zwierzęce).
W rodzinie Leguminosae wielokrotnie napotykałem temat upadającego przedsiębiorcy, który mimo wielkich wysiłków musi żyć w nędzy. W obecnym przypadku pacjent wprawdzie zdołał prowadzić odnoszące sukcesy przedsiębiorstwo, ale temat biedy wisi nad nim jak ciemna chmura. Wolne trawienie, uczucie ciężkości i wzdęcia po posiłkach potwierdzają tę grupę środków.
Innym środkiem, który pojawiał mi się w trakcie wywiadu, był Nitricum acidum. W przypadku środka z grupy Nitrogenium, gdy pojawia się wątek biedy, należy rozważyć albo Nitricum acidum, albo Leguminosae. Środki różnią się reakcją na biedę. Nitricum acidum staje się wściekłe i przeklina tych, którzy pozbawili go majątku, podczas gdy Leguminosae są łagodniej usposobione i wciąż starają się pokonać niekorzystne okoliczności. Dobre poczucie własnej wartości, radość życia, kompetencje społeczne i umiejętność nawiązywania kontaktów są typowe dla związków azotu. W rodzinie Leguminosen tematy azotu są najbardziej wyraźne.
Podczas repertoryzacji specyficzny środek został potwierdzony:
NOS; krwawienie z nosa, tyfus brzuszny, przy (lub NOS, krwawienie z nosa, gorączka, podczas, nasilone)
OGÓLNE; pogoda, zmiany pogody, nasilone
Melilotus występuje w obu rubrykach. Środek jest znany z tendencji do krwawień, które powstają, gdy glikozydy kumarynowe przekształcane są w dikumarol. Proces ten może być wywołany przez różne gatunki grzybów. Kumaryna ma charakterystyczny słodkawy zapach, przypominający świeżo skoszone siano. Glikozyd jest prawdopodobnie używany przez roślinę do obrony przed szkodnikami.
W historii naszego pacjenta można dobrze rozpoznać te zagadnienia. Kiedy przygotowywałem odpowiednie rubryki dla Melilotus, związki stały się jasne:
UMYSŁ; gniew, silny
UMYSŁ; urojenia; bycia aresztowanym, powinien zostać
UMYSŁ; lęk; przed aresztowaniem
UMYSŁ; urojenia; bycia prześladowanym; był prześladowany
UMYSŁ; lęk; niebezpieczeństwo, przed grożącym
UMYSŁ; lęk; bieda, przed
UMYSŁ; podejrzliwość, nieufność
Przebieg leczenia
Po zgromadzeniu tych informacji nie miałem już wątpliwości co do wyboru środka i podałem pacjentowi Melilotus C30, globulkę, do zażycia trzykrotnie w odstępie jednej godziny. Podanie środka miało miejsce 17 kwietnia 2012 r.
Pacjent natychmiast odstawił wszystkie leki. Czwartego i piątego dnia po zażyciu środka wystąpiły u niego silne objawy kataru siennego. Do następnego poniedziałku jego objawy jednak znacznie się poprawiły i w końcu całkowicie ustąpiły.
Dwa tygodnie później miał nawrót, ale Melilotus C30 nie pomógł mu naprawdę. Podałem mu najwyższą potencję, jaką miałem na stanie, Melilotus 1M.
Po tym podaniu pacjent miał tylko jedną ostrą epizodę kataru siennego, gdy latem przebywał w pobliżu świeżo skoszonego łąki. Nie przyjmował już konwencjonalnych leków, bez których wcześniej nie dawał sobie rady. Za każdym razem, gdy próbował odstawić leki, cierpiał na swędzenie oczu, łzawienie i katar. Alergolog pacjenta nie wierzył jego relacjom, dopóki nie zaproponował, że skosi jej trawnik.
17 września 2012 r. poinformował mnie, że ostatnie lato było najlepsze od 5 lat. Przez całe lato miał tylko trzy epizody kataru siennego, które po podaniu Melilotus 1M za każdym razem szybko ustępowały. Nie wystąpiła przy tym duszność.
W maju 2013 r. otrzymał kolejne podanie Melilotus 1M przeciwko swędzeniu oczu. Do naszej ostatniej rozmowy w marcu 2014 r. pacjent był całkowicie wolny od dolegliwości.
Uwaga: Takie zdarzenia były rzadkie nawet za czasów socjalizmu. Historia tego pacjenta jest rzeczywiście wyjątkowa. Proszę nie wahać się nas odwiedzić tutaj na Słowacji!
*****************************************
Zdjęcia: Shutterstock:
Man with umbrella © Marco Antonio
Full length of a depressed criminal sitting behind bars © bikeriderlondon
upset boy against a wall © Mikael Damkier
Allergy, man © Image Point Fr
Kategoria: Przypadki
Słowa kluczowe: alergia na pyłki, przemoc fizyczna, przemoc psychiczna, kara pozbawienia wolności, mafia, lęk przed biedą, myśli samobójcze