MRSA oznacza metycylinooporny szczep Staphylococcus aureus. Zasadniczo jest to specyficzny szczep gronkowców, który jest niezwykle zdolny do adaptacji i nie można go już powstrzymać za pomocą antybiotyków.
Innymi słowy: jeśli leczy się MRSA jednym antybiotykiem, bakteria dostosuje się i rozwinie oporność właśnie na ten antybiotyk. Doświadczenie kliniczne pokazuje, że lekarz musi potem przepisywać coraz silniejsze antybiotyki.
Zdecydowanie zalecam, by udać się do lekarza, jeśli masz MRSA. Dokładna diagnoza jest niezbędna, a ścisłe monitorowanie w takich przypadkach zawsze wskazane. Co jednak, jeśli w pobliżu nie ma lekarza? Co jeśli nie masz dostępu do opieki medycznej? Co byś wtedy zrobił?
Czy nie byłoby rozsądnie być przygotowanym? Chcę tu pokazać, jak możesz wziąć odpowiedzialność za siebie i działać niezależnie. Warto pogłębić własną wiedzę, aby móc pewnie stawić czoła nieoczekiwanym wyzwaniom.
Więc, gdybym miał MRSA, zrobiłbym następująco:
Moi wspaniali koledzy dr. Banerji opracowali protokół leczenia tej infekcji:
- Hepar sulph. C200, jedna dawka co drugi dzień, w połączeniu z mieszanką z…
- Hypericum C200 i Arsenicum album C200, oba środki należy przyjmować trzy razy dziennie.
Jest też inny protokół leczenia, który przejąłem od mojego wieloletniego nauczyciela i znanego homeopaty dr. Ramakrishnana. Możesz go także stosować w domu:
- Aurum arsenicum 6, przyjmować trzy do czterech razy dziennie.
Z mojego doświadczenia oba protokoły działają dobrze, ale muszę przyznać, że mam większe doświadczenie w stosowaniu Aurum arsenicum. To podejście było mi znane wiele lat, zanim poznałem protokoły Banerji.
Do tej pory metoda nigdy nie zawiodła. Chcę podzielić się tutaj jednym przykładem.
Mój kuzyn naprawiał dach swojego domu, gdy przypadkowo uderzył się młotkiem w kciuk. Nie przywiązał do tego wagi, dokończył pracę i oczyścił ranę dopiero po zejściu z dachu. Po kilku dniach kciuk bardzo zabolał i wkrótce stało się jasne, że miejsce się zainfekowało. Wielokrotnie dezynfekował ranę, ale kciuk stawał się coraz gorszy.
Mój kuzyn poszedł do lekarza i postawiono diagnozę MRSA. Na pewno wiecie dobrze, jak lekarz leczył tę ranę – oczywiście antybiotykami. Nie pamiętam dokładnego czasu leczenia, ale prawdopodobnie trwało to kilka tygodni. Infekcja MRSA nieco się cofnęła, ale wróciła z większą intensywnością.
Tak to trwało kilka miesięcy w kółko: antybiotyk, poprawa, nawrót; antybiotyk, poprawa, nawrót. Aż któregoś dnia mój kuzyn wpadł na pomysł, by do mnie zadzwonić. Poprosił mnie o radę, a ja opowiedziałem mu o protokole, którego wtedy najczęściej używałem: Aurum arsenicum 6.
Po czterech dniach skóra odzyskała zdrowy kolor, a po dwóch tygodniach ból zniknął całkowicie. Kontynuował przyjmowanie środka, aż rana wraz z infekcją całkowicie się zagoiła. W międzyczasie nalegałem, żeby regularnie chodził do lekarza na kontrole, co też chętnie robił.
I tak opanowaliśmy MRSA.
Zanotuj sobie proszę ten protokół i przechowuj go w bezpiecznym miejscu. Nigdy nie wiadomo, kiedy infekcja może stać się niebezpieczna. W takich przypadkach dobrze mieć odpowiednie informacje zawsze pod ręką. Dzięki temu możesz samodzielnie zadbać o zdrowie swojej rodziny.
************************
Artykuł oryginalny: joettecalabrese.com