Przejdź do głównej zawartości Przejdź do wyszukiwania Przejdź do głównej nawigacji
Skontaktuj się z nami za pośrednictwem naszej infolinii zamówień: +49 (0) 7626 974 9700 / Napisz do nas: +49 (0) 160 652 2038 (pon.-pt. 8:00-20:00, sob. 8:00-12:00)

Indonezja: Podróż pełna zaufania do małych białych globulek

Aktualności
 
 

Co mam opisać z mojej podróży do Indonezji? Oczywiście było gorąco, zakurzenie, brud i wielkie wyzwanie, ale przeżycia tam bardzo mi pomogły, poszerzyły mój horyzont i doprowadziły mnie do nowych wniosków. Wielu uważa mnie albo za bardzo odważną, albo za całkiem szaloną, że podjęłam taką podróż. Z perspektywy czasu cieszę się, że nie wiedziałam o wszystkim wcześniej, bo prawdopodobnie bym nie pojechała. Jako studentka drugiego roku w „Bay of Plenty College” z zakresu homeopatii w Nowej Zelandii wyruszyłam w drogę — uzbrojona jedynie w kilka środków homeopatycznych, moje Repertorium Kenta i 2 książki terapeutyczne. I mogę powiedzieć: uważaj, o co prosisz, bo może się spełnić — i to w zaskakujący sposób!

Wsiadłam na statek misyjny płynący do Indonezji, na którym znajdowali się głównie lekarze allopatyczni — byłam jedyną pielęgniarką homeopatyczną. Płynęliśmy na Wyspy Mentawai, małą grupę wysp u wybrzeży Sumatry, które na wielu mapach nawet nie są oznaczone. Mała grupa wysp została w 2005 roku poważnie dotknięta przez tsunami.

12_0307_indonesien_1.jpgMedan

Już przy wpływie do Medanu szybko okazało się, że nie znajdujemy się w kraju zachodnim. Nasz bagaż został przeszukany i porozrywany, wszystkie leki allopatyczne skonfiskowano, żeby później je otworzyć i sprzedawać w małych ilościach na czarnym rynku. Zostawiono nam jedynie bieliznę opatrunkową i bandaże, ale wszystko inne zabrano. Gdy przyszła moja kolej, mój bagaż również został sprawdzony; moje globulki zostały obejrzane i wyobrażałam sobie już miesiące spędzone jako więźniarka w maleńkiej, brudnej indonezyjskiej

cela. Jakimś cudem strażnik oddał mi moje globulki i powiedział łamanym angielskim: „Nie, nie dobre, nie dobre.“ Ktoś później wyjaśnił mi, że „małe białe globulki“ są „nie dobre“, ponieważ trudno je podzielić i sprzedać. Nie mogłam w to uwierzyć — byłam wolna i mogłam iść, dokąd chciałam.

Ruszyliśmy więc i natychmiast zetknęliśmy się z twardą rzeczywistością: nie było szpitala, karetki, prądu, bieżącej wody, wielu nie miało co jeść; pomoc była niedostępna przez mile. Ludzie umierali na ulicy. Moje „globulki“ i wiara w Boga były wszystkim, co miałam.

12_0307_indonesien_2.jpg
Trąd 1

Niestety większość lekarzy uważała, że bez swoich lekarstw nic nie zdziałają i zdecydowali się natychmiast wrócić do domu. Zostałam więc z inną pielęgniarką i kilkoma backpackerami. Podróżowałam prawie 4 tygodnie i w tym krótkim czasie leczyłam prawie 400 pacjentów. Były ekstremalne przypadki od gangreny (pełnej larw!) po dengę, malarię, gruźlicę i trąd. Przez 10 dni pracowałam w kolonii trędowatych, zanim zaczęliśmy zakładać różne kliniki wzdłuż wybrzeża. Ludzie podróżowali godzinami,

żeby dać się nam wyleczyć. Czekali — przy temperaturze 30 stopni — często cały dzień na 15-minutową konsultację. Przykro mi, że nie mogłam zrobić więcej zdjęć, ale moje baterie kiedyś się rozładowały, a najbliższy supermarket jest 3-dniową podróżą stąd.

Po 3-dniowej podróży dotarliśmy wyczerpani na wyspę. Już pierwszej nocy po moim przybyciu zostałam wezwana o 2 w nocy do pacjentki. Była to starsza kobieta około 73 lat, która 3 miesiące wcześniej upadła. Rodzina nie miała pieniędzy na lekarza. Jedyny lekarz misyjny na wyspie odmówił pomocy: „I tak umrze, a mam ograniczone zapasy leków i nie mogę jej pomóc.“

12_0307_indonesien_3.jpg
Trąd 2

Więc nikt się nią nie zajął i pozostawiono ją, by umierała w bólu. Złamała biodro, a jej noga zaczęła powoli gnić. Rodzina rozwinęła opatrunek i natychmiast przywitał mnie obłok much wydobywających się między jej palcami. Rana śmierdziała zgniłym mięsem, tak bardzo, że miałam odruch wymiotny, a kobieta była w agonii. Tarzała się z boku na bok krzycząc, żeby zatrzymać męki; zatrucie krwi najwyraźniej już wystąpiło.

Skóra była tak zniszczona, że stawała się śluzowata i zaczynała odchodzić od stopy; bałam się jej dotknąć, żeby nie przykleiła się do moich rąk. Co tu mogłam zrobić?

Zgniłe mięso: Pyrogenium; zatrucie krwi: Arnica, silny ból: Hypericum, wszystkie trzy naraz. Można by powiedzieć: „Nie, nie możesz podać trzech środków jednocześnie!“, Ale ta kobieta miała ogromny ból i trzeba było działać szybko i skutecznie. Podawałam środki w rozcieńczeniu 1M, co 30 sekund przez około 5 minut, aż zobaczyłam, że ból stopniowo ustępuje. O 6 rano wróciłam, żeby sprawdzić jej stan. W ciągu ostatnich czterech godzin spała jak niemowlę, przykry smród zniknął, a muchy odleciały gdzie indziej. Jedna dodatkowa dawka Pyrogenium, Arnica i Hypericum 1M wystarczyła.

12_0307_indonesien_4.jpg
Gangrena 1

Kobieta zmarła następnego dnia, ale odeszła bez bólu, co dla jej rodziny znaczyło więcej niż słowa. Jej ciało zostało wystawione, by ludzie mogli oddać jej ostatni hołd; jej twarz była spokojna i wyciszona, nie wykrzywiona bólem. Uczestnictwo w jej pogrzebie było jednym z najbardziej uniżających doświadczeń, jakie kiedykolwiek przeżyłam.
Kolejny przypadek to bardzo spokojny kierowca riksz rowerowych z raną przy wewnętrznej kostce, która za każdym razem rozrywała się, gdy kręcił pedałami swojej riksz. Musiał pracować, ale przy pracy było coraz gorzej, powstał błędny krąg.

Przyszedł kulawy z przesiąkającą raną do kliniki. Ponieważ nie mówił, nie miałam punktu wyjścia, poza „miodowatą wydzieliną“; przepisałam (według Nash) Graphites: „wydzielina przesiąkająca; gęsta, miodowata wydzielina“. Przyjął Graphites C200, 5 dawek, raz na minutę, i odszedł. Wrócił trzy dni później. Wydzielina ustała, a rana zaczęła się dobrze goić. Kolejne trzy dni później rana była jeszcze lepsza, a ostatnim razem, gdy go widziałam, była całkowicie zagojona.

Ostatni przypadek: matka wpadła do kliniki przestraszona z dzieckiem na ręku. Chłopiec miał temperaturę 42°C; nigdy nie widziałam tak wysokiej gorączki. Dziecko leżało w ramionach matki; stale piło ze swojej butelki i równie szybko oddawało wszystko w postaci moczu. Kiedy próbowałam podnieść chłopca, zaczął krzyczeć; gdy kładłam go z powrotem w ramiona matki, uspokajał się. „Gderliwy stary niedźwiedź z wielkim pragnieniem“; Bryonia 1M, co 10 sekund. Jego temperatura w ciągu minuty spadła do 40°C, potem do 38°C, a kilka minut później do 37,5°C. Temperatura była już niżej, ale jego skóra była ekstremalnie gorąca i sucha, więc następnym środkiem podanym było Sulfur 1M (3 dawki), co przywróciło gorącą skórę do normalnego stanu. 10 minut później dziecko wstało, trochę się zatoczyło po gabinecie i spojrzało zdumione na zestresowaną matkę i zestresowaną homeopatkę, jakby chciało powiedzieć: „Po co cały ten alarm?“ Potem wyszło pobawić się.

 

12_0307_indonesien_5.jpg
Gangrena 2
Te doświadczenia bardzo wzmocniły moją wiarę w homeopatię, pomimo wszystkich chorób, które mogłam złapać. Oczywiście myślałam też o szczepieniach, ale byłoby to zakłamane — ufać homeopatii u innych, a nie u siebie. Stosowałam homeopatyczne profilaktyki: nosodę na dengę, nosody przeciw polio, gruźlicy, malarii, dyfterii, zapaleniu opon mózgowych, cholerze, durze brzusznym, tężcowi, kombinację na zapalenie wątroby A i B. Nigdy nie byłam chora; dziwnie większość członków grupy, którzy zostali zaszczepieni, zachorowała. W końcu prosili mnie,
żebym pomogła im tymi „małymi białymi kuleczkami“, które przetrwały liczne prześwietlenia rentgenowskie i najbrudniejsze warunki, jakie kiedykolwiek widziałam. Upadały na ziemię, były wałkowane w brudnych rękach i mieszane z innymi środkami... a mimo to zawsze działały!

Zebrałam tu piękne wspomnienia, które będą mi towarzyszyć przez całe życie. Chodziłam wszędzie pieszo, spałam na brudnych podłogach i czerpałam wodę ze studni głębokości 15 stóp. Musiałam zdobyć drewno i rozpalić ogień, zanim mogłam zagotować wodę. Nauczyłam się łowić rybę prostą żyłką i wymieniłam poradę terapeutyczną na pomoc przy patroszeniu ryby. (Nigdy nie zapomnę przypadku aloe na hemoroidy wielkie jak winogrona, a zadowolony pacjent też tego nie zapomni.) Potrafię radzić sobie z gangreną i larwami, ale gdy martwa ryba na mnie patrzy — to za dużo dla mnie! Życie jest dziwne.
12_0307_indonesien_6.jpg
Łódź na wyspę
Goście byli fantastyczni i wiedzieli wiele o sensie życia. Przeżywali niemal z niczego i często mieli tylko ubrania na sobie; jednak zawsze zapraszano mnie do pozostania i proponowano coś do jedzenia. Zawsze dostałam filiżankę słodkiej herbaty do wypicia, która — jak się później dowiedziałam — jest tak cenna jak złoto i zarezerwowana dla szczególnych gości. Nauczyłam się, że pieniądze nie zawsze dają szczęście — to ludzie wzbogacają twoje życie.

I nauczyłam się, że szczęście nie czyni wdzięcznym — ale wdzięczność czyni szczęśliwym.

Zdjęcia: Joanne Gundry
Kategorie: Przypadki
Słowa kluczowe: skrajne ubóstwo, trąd, malaria, gruźlica, dengue, gangrena
Środki: Aloe vera, Arnica montana, Bryonia alba, Graphites, Hypericum perforatum, Pyrogenium, Sulfur

Joanne Gundry