Przejdź do głównej zawartości Przejdź do wyszukiwania Przejdź do głównej nawigacji
Skontaktuj się z nami za pośrednictwem naszej infolinii zamówień: +49 (0) 7626 974 9700 / Napisz do nas: +49 (0) 160 652 2038 (pon.-pt. 8:00-20:00, sob. 8:00-12:00)

Wywiad z Gilberte Favre o jej książce „Homeopatia dla owiec”

Aktualności
Favre_buch_frei_150px.jpg

Wywiad z Gilberte Favre o jej książce "Homeopatia dla owiec"

wydana w październiku 2011 przez Narayana Verlag

Wywiad przeprowadziła dla Narayana Verlag:
Stefanie Olhöft, terapeutka naturalna dla zwierząt
 
S.O.: Z dużym zainteresowaniem przeczytałam Pani książkę o homeopatii u owiec, Pani Favre! I rzeczywiście – jak Pani sama pisze we wstępie – jest niewiele literatury dotyczącej owiec, zwłaszcza jeśli chodzi o homeopatię. Tymczasem udało się Pani stworzyć podręcznik, który wykracza daleko poza informacje o leczeniu homeopatycznym! Zawiera też solidną wiedzę na temat typowych obrazów chorobowych u owiec. Słychać w tym praktyka! Czy mogłaby Pani najpierw opowiedzieć coś o sobie i o swojej (zawodowej) relacji z owcami?
Gilberte-Favre2_200px.jpg
Autorka i homeopatka Gilberte Favre

G.F.: Moja pierwotna działalność zawodowa nie miała najmniejszego związku z owcami, ale doprowadziła mnie do nich bezpośrednio: po ukończeniu studiów muzycznych w Akademii Muzycznej i Konserwatorium w Zurychu nastąpił intensywny okres wypełniony podróżami, lekcjami muzyki, koncertami i występami muzyki kościelnej. Po 20 latach byłam wypalona.

Około tego czasu szukaliśmy dla naszego osła dobrej towarzyszki i kupiono pierwszą owcę. Przez przypadek odkryłam rasę Skudde (pruskie owce niskogórskie) i od tego momentu było dla mnie jasne, że chcę hodować tę rasę. Stopniowo owiec przybywało, aż pewnego dnia stado liczyło około stu zwierząt.

Mój ówczesny partner i ja kupiliśmy odosobniony dom wiejski z dużym terenem. Od tego czasu byłam odpowiedzialna za moje owce. Jako że byłam jedyną hodowczynią owiec w okolicy, nikt nie mógł mi pomóc, gdy któreś ze zwierząt chorowało lub uległo wypadkowi. Jedynie weterynarz z sąsiedniej wioski bywał czasem pomocny, chociaż nie specjalizował się w owcach. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko czytać jak najwięcej fachowej literatury o owcach. Prowadziłam też zawsze książkę z chorobami moich owiec i przebiegiem leczenia, dzięki czemu z czasem uczyłam się na własnych błędach, ale i na udanych zabiegach. Musiałam w krótkim czasie nauczyć się wszystkiego, od położnictwa, leczenia chorób i wypadków, zakładania kolczyków, pielęgnacji kopyt, strzyżenia, kastracji aż po eutanazję. W tamtych czasach nie było jeszcze internetu, gdzie można by zapytać o radę. Na szczęście miałam pewne doświadczenie w fitoterapii, dzięki czemu wiele dolegliwości owiec udało mi się złagodzić własnymi preparatami roślinnymi.

S.O.: Pani Favre, proszę opowiedzieć naszym czytelnikom o swoim "homeopatycznym życiorysie"! Jak trafiła Pani do homeopatii?

G.F.: Moje zainteresowanie homeopatią zostało obudzone pewnego dnia, kiedy w książce o roślinach leczniczych natknęłam się na termin "homeopatia". Było mi bliskie to, że około 70% leków homeopatycznych ma pochodzenie roślinne. Trudny jednak był początek w tej niezmierzonej dziedzinie, zwłaszcza co do zasad, reguł leczenia homeopatycznego i charakterystyk pojedynczych leków. W efekcie ukończyłam w Zurychu czteroletnie studium naturopatii (ze specjalizacją human – homeopatia) dyplomem. Dzięki własnym, wieloletnim doświadczeniom z moimi owcami mogłam korzystać z narzędzia doświadczenia i szybko wdrożyć zdobyte umiejętności homeopatyczne, specyficzne dla owiec.

S.O.: W swojej książce opisuje Pani interesujące aspekty i między innymi bardzo sugestywnie porównuje Pani homeopatię z muzyką. Która szkoła lub które wzorce wpłynęły na Pani myślenie i pracę homeopatyczną?

G.F.: Jak już wspomniałam, jako zawodowa muzyczka byłam odpowiednio "naładowana". Fascynują mnie od zawsze zjawiska muzyczne i fizyczne, które są odczuwalne, ale niewidoczne. Mały przykład: śpiewaczka o sopranowym głosie może, śpiewając wysoki ton, spowodować rozbicie się szkła.

Żadne stworzenie (człowiek, zwierzę, roślina), żadna materia (woda, kamień, powietrze itd.) nie może uchylić się od atmosferycznych, sezonowych, fizycznych drgań. Każde osobnik posiada też własne drgania, czy to w widocznej postaci zadowolenia, złości, niepokoju, lęku itd.: to wszystko są drgania, które nie są widoczne ani mierzalne, a mimo to są przez jednostkę i otoczenie odczuwalne.

Zdrowa, zadowolona owca leżąca na słomie, przeżuwająca, wywiera na obserwatora inne wrażenie niż owca cierpiąca, niespokojna, ciągle krzycząca i nie znajdująca spokoju. Dlatego tych spostrzeżeń nie nauczyłam się w żadnej szkole czy od autorytetów, lecz na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń. Wracając do wspomnianego na początku stwierdzenia: jako zawodowa muzyczka ma się „dożywotnio” w sobie pewne zasady; kontakt i zrozumienie drgań wszelkiego rodzaju są w zależności od sytuacji ciągle reaktywowane (czasami może to być też obciążeniem). Farve_Schafe_Stroh_200px.jpg
 

S.O.: Przy porównaniu drgań muzycznych i homeopatycznych leków złożonych Pani stwierdza, że powstają dysonanse, jeżeli tony lub poziomy potencjonowania są zbyt blisko siebie, ponieważ częstotliwości są zbyt podobne. Czy to nie oznaczałoby, że częstotliwość leku homeopatycznego zależy wyłącznie od jego potencjonowania, a nie także od samej substancji? Jak Pani to widzi?

G.F.: Nie jest tak, że częstotliwość zależy wyłącznie od samego poziomu potencjonowania. W grę wchodzi jeszcze niezliczona ilość innych czynników. Kilka przykładów:

  • Jaka materia (zwierzęca, roślinna, mineralna, metaliczna itd.)
  • Jaki stan (zdrowy, patologiczny, zwęglony, martwy, wysuszony itd.)
  • Jaka część (skóra, sierść, włos, kwiat, owoc, korzeń, żywica, róg itd.)
  • Jaka lokalizacja (ziemia, woda, podłoże mineralne, góra, morze, las itd.)
  • Jaki kontynent (Afryka, Grenlandia, Antyle itd.)
  • Kiedy pobrano (wiosna, zima, rano, wieczorem itd.)

Przy tak szerokim wachlarzu musiałam ograniczyć się do głównych struktur, tzn. do czynników najbardziej widocznych w praktyce. Najwyraźniej dysonanse pojawiają się przy doborze nieodpowiednich odstępów potencjonowania między lekami. Definiowanie leków jako bardziej lub mniej odpowiednich względem innych przekroczyłoby ramy i tylko wprowadziłoby czytelników w zakłopotanie.
W jednym rozdziale wskazuję na niekorzystne kombinacje (leki złożone, skomponowane z: „metal plus zwierzę plus roślina”).

S.O.: Jedna zasada zapamiętania w związku z przepisywaniem leków złożonych w Pani książce brzmi w gruncie rzeczy tak, że po zastosowaniu leków złożonych do całkowitego wyleczenia należy kontynuować leczenie pojedynczymi lekami. Zmiana obrazu objawowego po zastosowaniu leku złożonego przypomina według mnie to, co zrobiłby lek allopatyczny. Czy nie uważa Pani tego za problem przy przepisaniu leku pojedynczego?

G.F.: Może się zdarzyć, że lek złożony po jego podaniu zafałszuje (zamaskuje) obraz objawów. Często w praktyce bywa tak, że sytuacja jest pilna. Wtedy podanie leku złożonego w niskiej potencji (organotropowego) jest całkowicie uzasadnione. Te niskie potencje zużywają się dość szybko. Pierwsze wrażenie, jakie ma się o pacjencie, dotyczy stanu przed pierwszym podaniem. To pierwsze wrażenie może być też decydujące przy wyborze leku następnego (pojedynczego). Moje doświadczenie pokazuje, że kompleksy zwykle poprawiają stan, a następujące potem objawy szybko znikają po podaniu odpowiedniego leku pojedynczego. Oczywiście pożądane jest od początku podawać pacjentowi lek pojedynczy. Jednak dla większości osób zainteresowanych homeopatią leczenie pojedynczymi lekami ze względu na brak doświadczenia i/lub znajomości Materia Medica jest niemal niemożliwe.

     
Favre_Schaf_200px.jpg

S.O.: Jak należy rozumieć repertoryzację, którą Pani przedstawiła? Czy analiza 30 objawów to coś w rodzaju „repertoryzacji stada”? Chcę się dowiedzieć również, w jakim stopniu traktuje Pani owce indywidualnie?

G.F.: Repertoryzacja opisuje zachowanie owiec ogólnie, niezależnie od rasy, użytkowania, miejsca, warunków utrzymania itd. To „archetyp” owcy, który jest tu opisany. (W życiu widziałam i poznawałam już tysiące owiec i zawsze rozpoznawałam ten archetyp.)

Repertoryzacja ma z jednej strony służyć jako punkt orientacyjny, z drugiej – ułatwiać szybsze znalezienie środka odpowiedniego dla danego osobnika, niż miałoby to miejsce, gdyby już nic nie było „wstępnie przygotowane”. W tej „repertoryzacji ogólnej” zwraca się uwagę na cechy specyficzne dla owiec, co może ułatwić celowane poszukiwanie podobieństwa (similimum), jeśli traktuje się indywiduum.

S.O.: Który z obecnych kierunków homeopatii wpływa Pani osobiście najbardziej na Pani pracę?

G.F.: Kierunki mają dla mnie coś niebezpiecznego: w nurcie można szybko odpłynąć i znaleźć się tam, gdzie trudno się odnaleźć. Nie tylko w homeopatii powstaje wiele podgrup, innych opinii, interpretacji, innych spojrzeń. Często pewne poglądy odpływają w wymiary, które dla mnie przestają być zrozumiałe.
Ograniczam się do klasycznej homeopatii według Hahnemanna, Kenta, Burnetta, zur Lippe, Boericke i starych, sprawdzonych autorów, to już wystarczy, by zająć się tym przez całe życie. Spośród „nowoczesnych” homeopatów odpowiada mi sposób pracy André Saine.

S.O.: Czy zajmowała się Pani też teorią miasmów Hahnemanna? Jak ocenia Pani przydatność jej stosowania w odniesieniu do zwierząt gospodarskich?

   

G.F.: Zgodnie z moim wykształceniem pracuję w praktyce klasycznie miasmatycznie i zawsze dobrze mi to służyło. W homeopatii ludzkiej praca miasmatyczna jest znakomitym narzędziem do rozumienia obciążeń genetycznych i wynikających z nich chorób przewlekłych (i ich leczenia) u moich pacjentów.

W leczeniu zwierząt gospodarskich miasmatyczne podejście nie ma wielkiego znaczenia w tym sensie, że np. w stadzie krów nie sporządza się dla każdego pojedynczego zwierzęcia rodzinnego wywiadu, aby sprawdzić, gdzie obciążenie miasmatyczne przebiega „czerwoną nicią” przez pokolenia.

Favre_Waldschaf_200px.jpg

Ustalenie wywiadu obejmującego co najmniej 3 pokolenia dla zwierzęcia gospodarskiego (krowa, owca, koza) jest ze względu na brak faktów praktycznie niemożliwe. W takich sytuacjach leczy się objawowo = homeopatia kliniczna.
Oczywiście zwierzęta też są obciążone miasmami. Tak samo jak u ludzi, u zwierząt wszystkie 4 główne miasmy są widoczne w zewnętrznych znakach (stygmatach), w zachowaniu oraz w często występujących chorobach specyficznych dla gatunku w różnym nasileniu.
U koni np. w układzie miasmów dominuje tuberkulioza (Tuberculinie), u kotów i niektórych ras psów (np. bokser) dominuje miasma syfilityczne (Lues), u zwierząt ogrodowych Psora itd. W nowszym czasie do teorii miasmów dodano Cancerinie, Ringworm i inne miasmy. U owiec w miasmatyce przeważają zwłaszcza Syphilina (Lues) i Tuberculinia. W epoce szczepień Sycose również nabrała na znaczeniu.
Analityczne rozkładanie mieszanki obciążeń miasmatycznych u zwierzęcia nie pomaga specjalnie w leczeniu ostrym. Leczenie miasmatyczne może się ewentualnie opłacić u wysokiej klasy, cennych koni wyścigowych lub u bardzo wartościowych zwierząt przeznaczonych do hodowli.
Jednak, jak już wspomniano: u zwierząt gospodarskich stosuje się zazwyczaj homeopatię kliniczną.

Gilberte Favre

Dziękujemy, Pani Favre, za tę ciekawą rozmowę!


Źródło: Tierheilpraktiker aktuell / Stefanie Olhöft  

 
Favre_Cover.jpg

Gilberte Favre: Homeopatia dla owiec
Praktyczny podręcznik do leczenia najważniejszych chorób i urazów
328 stron, oprawa twarda, Nr kat. 09443, 39 €

 

 

Stefanie Olhöft