|
|
Drodzy przyjaciele, piszę ten list z Tanzanii, Afryka. Dziś jest gorąco, około 38°C, ale rano było chłodno i przejrzyście, a na zboczach Kilimandżaro leży świeży śnieg. Jak zwykle nie ma wody ani prądu, ale do tego się przyzwyczaja. |
|
Dziś rano w klinice mieliśmy przypadek kiły. Nie teorii o miasmach kiły, lecz kobietę z dużymi wrzodami na nogach, każdy około 5–7 cm wielkości i niezwykle bolesny. Opisała to jako „piekło na ziemi” i twierdziła, że jest nawet gorsze niż AIDS. Wrzody zaczęły się 18 lat temu, gdy zakaziła się kiłą. Wydzielały ropę i krew, co szybko zostało stłumione nieznanym lekiem. Ból i wrzody potem rozprzestrzeniły się po nogach i zadomowiły tam. Przenikliwy, gnijący zapach wrzodów wypełnił cały pokój — musieliśmy zatkać nosy. Pomyślałem o Kencie, który mówi o zapachach Mercurius, które wtedy każdy lekarz potrafił wyczuć. Nigdy nie sądziłem, że zostanę z tym skonfrontowany — ale tutaj, w Afryce, jest wszystko: AIDS, kiła, trąd, skrofuloza, gruźlica... Ale zacznę od początku. Przeprowadziłem się do Tanzanii 17 listopada 2008 roku. Trzy miesiące później Camilla przyjechała z naszymi trojgiem małych dzieci. To był początek nowego rozdziału w naszym życiu, naszej misji leczenia AIDS w Afryce klasyczną homeopatią. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, gdzie zamieszkamy, jak otwierać nowe kliniki i jakie przeszkody pojawią się na naszej drodze. W wielu kwestiach byliśmy naiwni, ale to chyba dobrze. Nasza podróż właściwie zaczęła się już 10 lat wcześniej, bo od lat marzyłem, by robić dokładnie to. Po studiach uczyłem w szkole Dynamis leczenia homeopatycznego epidemii i miasmów. Byłem jednak świadomy, że ta wiedza była głównie teoretyczna. Po doświadczeniach z wieloma mniejszymi epidemiami, jak choroby dziecięce i grypa, chciałem jako profesjonalista podjąć wyzwanie leczenia dużej grupy ludzi z kolektywnym cierpieniem — czyli miasmem (§ 103). Pierwotny plan zakładał, że skoncentruję się na badaniach. Chciałem zainicjować „nieprzepuszczalne”, etycznie oparte badania, które pokażą światu, co homeopatia może zrobić w przypadku AIDS. Moja koleżanka Tina Quirk i ja spędziliśmy dziesięć lat na pisaniu protokołów, szukaniu potencjalnych partnerów akademickich i ubieganiu się o fundusze. Niestety jedynym wynikiem naszych starań było stałe rozczarowanie. Stwierdziliśmy, że jest dużo pieniędzy na AIDS i Afrykę, ale nic na homeopatię. Od Billa Gatesa po UNESCO, od VIP-ów po organizacje charytatywne — wszędzie odpowiedź brzmiała: „Niestety teraz nie jesteśmy dostępni, najlepiej dajcie nam spokój!” Nawet organizacje badawcze homeopatii wolą „ciekawsze” projekty. W końcu zrozumieliśmy, że nadszedł czas, z finansowaniem lub bez, by wstać i coś zrobić. Więc to zrobiliśmy. Na szczęście mam w żonie dzielną współpracowniczkę homeopatkę. Dwa lata później: nie żałujemy niczego! To fantastyczna podróż pełna spełnienia, cudów, frustracji, przeszkód, polityki, walki i odkryć, które ostatecznie doprowadziły do sukcesu. Dziś mamy dziesięć klinik na wsi; leczyliśmy 1200 pacjentów, a ja pracuję w lokalnym szpitalu. Pacjenci przychodzą do naszych klinik tłumnie i chcą więcej homeopatii; lekarze pytają nas, co robimy. Znamy AIDS w Afryce tak dobrze jak dobrego przyjaciela i mogliśmy sprecyzować i ulepszyć leczenie. W rzeczywistości leczenie AIDS klasyczną homeopatią jest dziś niemal najprostszą częścią naszego życia, a uzdrowienia cudowne nie stają się z czasem rzadsze. Nasza skuteczność wynosi między 90 a 95%. Często homeopatów pytają, dlaczego afrykańscy pacjenci tak dobrze reagują na leczenie homeopatyczne. Ku zaskoczeniu, uzyskuje się tu znacznie szybsze pozytywne rezultaty niż na Zachodzie. Po 1–2 tygodniach większość pacjentów zauważa poprawę wszystkich objawów; mają więcej energii i lepszy apetyt; przybierają na wadze, a na ich twarzach pojawia się promienny uśmiech. Przypadki malarii zwykle poprawiają się w ciągu jednego lub dwóch dni. Nie mamy na to wyjaśnienia. Ludzie tutaj być może silniej związani są ze swoją energią, z ziemią i z ciałem; może przed nimi było mniej pokoleń poddanych allopatycznemu tłumieniu (choć teraz i to istnieje), albo winni są nasi zachodni, nadmiernie „rozumowi” homeopaci i pacjenci, którzy stanowią przeszkodę dla szybkiego wyzdrowienia. W każdym razie w Afryce uzyskujemy szybką i łagodną poprawę przy zastosowaniu środków homeopatycznych, a ich efekt utrzymuje się co najmniej dwa lata. Z tej źródło płynie nasza satysfakcja i wytrwałość. Główne problemy to jednak: kontynuacja przypadku do drugiej i trzeciej ordynacji oraz znalezienie tego środka, który sięgnie głęboko do rdzenia epidemii: szukać korzeni, a nie tylko leczyć gałęzie. Staramy się dotrzeć do kolektywnego odczucia choroby. Istnieje wiele środków, które wywołują natychmiastowy impuls leczniczy; im dokładniej jednak środek dobrany, tym głębsze jego działanie i dłużej się utrzymuje — i tym lepiej możemy zrozumieć, co tu naprawdę się dzieje. Moglibyście zapytać, dlaczego upieramy się przy klasycznej homeopatii, skoro są inne „metody”, którymi można skutecznie leczyć AIDS w Afryce. Przede wszystkim dlatego, że jest szczególnie efektywna. Niewątpliwie inne metody też dają dobre wyniki, ale my jesteśmy klasycznymi homeopatami. To nasza droga, którą wybraliśmy z powodów filozoficznych i praktycznych. Chcemy badać i rozumieć środki. Chcemy postrzegać chorobę i przepisywać indywidualnie nasze środki. Nie chcemy tylko przepisywać naszych leków, lecz także wzmacniać nasze postrzeganie, aby uczyć się, rosnąć i podążać naszą indywidualną drogą ku większej całości. Klasyczna homeopatia to nie tylko terapia. Nie polega jedynie na ordynacji potencjowanych środków. To sposób życia. |
|
|
|
Pytaliście o nasz dzień pracy. Zazwyczaj najpierw musimy poszukać naszego tłumacza Rogera, rastamana, po całym mieście, potem objeżdżamy różne nasze kliniki; niektóre w slumsach, inne na wsi. Zabieramy naszą skrzynkę z lekami, rozpakowujemy ją na miejscu i siadamy pod drzewem lub w maleńkiej, gorącej „saunie ambulatorium”, albo odwiedzamy pacjentów w domu, jeśli są zbyt chorzy, by do nas przyjść. Dojazdy są problemem. Obecnie mamy tylko jeden samochód, więc nasz kierowca musi spędzać niemal cały dzień jeżdżąc między klinikami, wizytami domowymi i dowozem uczniów. |
|
Chociaż nasz dom jest wygodnie wyposażony, musieliśmy przyzwyczaić się do długich okresów bez prądu i wody. Musimy żyć z ukąszeniami komarów, nie ma innego wyjścia. Od czasu do czasu jeżdżę na Zachód, by leczyć pacjentów, nauczać lub pozyskiwać fundusze na nasz projekt, ale przeważnie jesteśmy tu przez cały czas. Camilla praktycznie nigdy nie wyjeżdżała od naszego przybycia tutaj i założyła wiele ambulatoriów oraz leczyła pacjentów. Pracuje w slumsach i odwiedza domy; ja jeżdżę do bardziej odległych wiosek lub do szpitala. Otwarcie kliniki tutaj nie jest problemem, bo nie następuje spadek zachorowań na AIDS. Nasze sukcesy rozeszły się szeroko i przywódcy wiosek ciągle pytają nas o wielu PLWHA (osoby z HIV / AIDS) z ich regionu. Lekarze i szpitale reagują zaskoczeniem i zainteresowaniem. Krótkie wizyty wolontariuszy mają z pewnością efekt edukacyjny, ale by pchnąć projekt do przodu, potrzebujemy pomocników, którzy mogą pracować długoterminowo. Musimy rozbudować naszą infrastrukturę. To oznacza, że musimy zdobyć fundusze i zająć się organizacją; obie rzeczy mogę robić, ale nie robię ich chętnie. Rozpoczęliśmy szkolenie Tanzanian tutaj na miejscu; dwaj studenci studiują nawet homeopatię w trybie pełnoetatowym. Przypadki, które mamy tutaj, bardzo różnią się od tych, do których byliśmy przyzwyczajeni. Nie ma modalności, dziwnych, rzadkich i szczególnych objawów ani wielu objawów psychicznych. Najważniejsze objawy emocjonalne to powracające tematy: „Jestem głodny!”, „Nie mam pieniędzy, by kupić coś do jedzenia!”, „Nie mogę zapłacić czesnego!” oraz „Co będzie z dziećmi, jeśli umrę?”. To zwykła, codzienna tragedia. Zgadzamy się, że po tylu latach pracy z nadmiernie emocjonalnymi przypadkami, praca z przypadkami pozbawionymi silnego ładunku emocjonalnego jest bardzo odciążająca. Te przypadki są jednocześnie proste i trudne, nieskomplikowane i problematyczne; są jednostronne i trudno je zgłębić bez dwóch bożych pomocników: pierwszym jest odkrycie genius epidemicus, o którym opowiem później, drugim są sny. Zawsze, gdy pytamy pacjentów o ich sny, na ich twarzach pojawia się uśmiech zadowolenia i uznania. „Ten lekarz wie, gdzie trzeba szukać!” Afryka żyje w śnie. Jej korzenie tkwią w mrocznym świecie tajemnic i magii. Poprzez interpretację snów i powiązanie ich z naszym holistycznym rozumieniem potrafimy otworzyć przypadki i znaleźć środek. Obecnie potrafimy na podstawie snów zdiagnozować, czy pacjent jest HIV-dodatni, czy jest na ARV (lekach antyretrowirusowych). Nasz system opiera się na metodzie Bönninghausena. Bierzemy duże ogólne rubryki, aby uzyskać przegląd, potem wybieramy „rodzynki z ciasta”, by spersonalizować lek. Cieszymy się, że mamy moje „Repertory of Mental Qualities”, repertorium tematów psychiczno-emocjonalnych w stylu Bönninghausena. Używamy rubryk takich jak „pieniądze”, „ofiara”, „woda” czy „węże” na realnej, codziennej podstawie. Kolejne oprogramowanie, które opracowałem, „The Dynamic Case Taker” („Dynamiczna anamneza”), jest nam również niezwykle pomocne w odnajdywaniu, zbieraniu, przechowywaniu i współdzieleniu przypadków. Pytaliście, jakich potencjałów używamy. W 90% naszego czasu pracy podajemy C12 codziennie. Ma to kilka powodów. AIDS to ciężka choroba i trzeba pokonać wiele przeszkód leczniczych. Ludność nie zrozumiałaby, gdybyśmy dawali tylko pojedynczą dawkę; co gorsza — mogliby uznać to za czary. Poza tym nie mamy tak wielu leków; dlatego najlepiej mieć zapas jednej potencji każdego środka. Kilka aptek homeopatycznych było tak uprzejmych, że przekazało nam leki: Helios w Wielkiej Brytanii, Cemon we Włoszech, Neot Shoshanim w Izraelu, Hahnemann Labs i Hylands w USA. Bieda prowadzi do AIDS, a AIDS prowadzi do biedy. To część jego psorycznych korzeni. Większość pacjentów, których widzimy, to wdowy. Z powodu biedy i braku zasobów mężczyźni wyjeżdżają do odległych miast za pracą i zostają tam na pół roku lub rok. Tam śpią z prostytutkami, najczęściej młodymi dziewczętami, które „pracują”, by przetrwać. Gdy wracają na Boże Narodzenie, zakażają w domu dwie lub trzy kobiety. Mężczyźni rzadko idą na test na AIDS, ponieważ AIDS to śmiertelne piętno. Woleliby umrzeć, niż pozwolić innym dowiedzieć się, że mają AIDS. Gdy mąż umiera, wszyscy wiedzą, że jego żona jest zarażona i oczywiście „to jej wina”. Rodzina męża odbiera jej cały majątek i twierdzi, że ma zły urok. Zostaje sama z czwórką dzieci, z których być może dwoje jest HIV-dodatnich, bez domu, bez dochodu i zbyt słaba, by pracować. Te wdowy z AIDS są naszymi pacjentkami. W tej sytuacji energia jest kluczem do przetrwania. Jeśli kobieta jest zbyt osłabiona przez chorobę, nie może pracować na polu, bo to ciężka, gorąca praca. Skutek jest taki, że matka i dziecko albo umierają, albo muszą polegać na miłosierdziu jednego z wielu skorumpowanych domów dziecka. Dlatego, gdy pacjentki wracają po tygodniu z „dużo większą energią”, jest to zbawienne. Gdy pacjentkom znów na tyle poprawi się, że mogą pracować, nadal pozostaje problem, gdzie zostawić dzieci. Z powodu stygmatyzacji nikt im nie pomaga; wielka rodzina, która funkcjonowała od wieków, została zachwiana w swoich fundamentach. Gdy Camilla odwiedziła dom i znalazła trzyletnie dziecko, które miało opiekować się rocznym, postanowiła założyć w naszej klinice dzienne przedszkole dla dzieci wdów po AIDS. Mamy teraz dwadzieścioro pięcioro dzieci, które codziennie otrzymują dwa dobre posiłki i edukację, która w przeciwnym razie byłaby dla nich niedostępna. Prowadzimy także kursy żywieniowe i zapewniamy w razie potrzeby darmowe okulary, ofiarowane przez zachodnich homeopatów. Homeopatia najpierw musi usunąć bariery leczenia, inaczej uzdrowienie nie utrzyma się długo. |
|
|
|
Badania i zbieranie danych nadal należą do naszych najważniejszych zadań. Na razie to marzenie, cel, który z odrobiną szczęścia możemy osiągnąć, ponieważ gromadzenie danych to klucz do badań. |
|
Chcę tu wyraźnie zaznaczyć, że z różnych powodów nie można twierdzić, że wyleczyło się AIDS. Po pierwsze, w medycynie konwencjonalnej nie ma takiej terminologii, ona po prostu nie istnieje. Mogę ewentualnie stwierdzić, że pacjent, który przez pięć lat jest wolny od dolegliwości i wirusa, jest dowodowo wyleczony. Ale w większości przypadków mamy śledzenie najwyżej przez dwa lata, i jeśli pacjent jest tak długo bezobjawowy, to traktuje się to jako pojedynczy przypadek. Standardowy test na AIDS to test liczby komórek CD4, w którym bada się liczbę limfocytów T we krwi, by określić siłę układu odpornościowego(1). Uważamy ten test za stosunkowo słaby wskaźnik — pogląd podzielany przez wielu lekarzy allopatycznych. Nie tylko jest niedokładny, ale pokazuje ilość komórek CD4, nie ich jakość. Często liczba komórek CD4 spada po dobrze dobranym środku, chociaż pacjenci mówią, że czują się znacznie lepiej. Po kilku miesiącach zaczyna rosnąć i po trzech do dwunastu miesiącach często obserwuje się niesamowity wzrost liczby komórek CD4. Często obrazowo tłumaczę, że komórki CD4 są jak żołnierze. Test zlicza liczbę żołnierzy, ale nie powie, ilu z nich nie ma rąk czy nóg, tzn. nie jest zdolnych do walki. Pod wpływem środka homeopatycznego chore komórki obumierają, podczas gdy zdrowe powoli się regenerują i mnożą. Gdy pacjenci z Zachodu robią test CD4 raz w miesiącu, u ludzi z wiosek, w których pracujemy, ten test wykonywany jest zazwyczaj tylko raz lub dwa razy w roku. Szpital jest daleko, transport jest drogi, a nawet jeśli się badają, wyniki często nie są zapisywane w klinice. Pacjenci prawie zawsze zapominają przynieść wyniki badań do nas. Aby poprawnie zbierać dane, trzeba pracować w szpitalu. Dobra wiadomość jest taka, że po dwóch latach walki o odpowiednie pozwolenia teraz pracuję w szpitalu! Zatem — możliwości są, ale czas w Afryce płynie powoli i trzeba dużo cierpliwości. Test wiremii (viral load) to coś innego. Wydaje się dobrze i efektywnie reagować, ale nie możemy być pewni. Test ładunku wirusowego jest bardzo drogi, ok. 80 dolarów. Szpitale i społeczności nie mogą sobie na to pozwolić, dlatego wykonuje się go bardzo rzadko (na Zachodzie większość pacjentów z AIDS regularnie robi testy wiremii). W nielicznych przypadkach, gdy nasi pacjenci wykonali test wiremii, wielu miało zaskakujący wynik „wirusa nie wykryto”. To dość zdumiewające i lekarze byli zaskoczeni. Zwykle interpretuje się to tak, że wirus jest „niewykrywalny” i ukrywa się w szpiku kostnym, mózgu lub wątrobie. Niemniej jednak takie wyniki mogłyby dostarczyć długoterminowo przekonujących dowodów. Chciałbym, abyśmy mogli włączyć te testy do naszych zbiorów danych i badań, ale bez środków na długoterminowe badania niewiele możemy udowodnić. Pojedyncze przypadki nikogo nie przekonają. W badaniach trzeba przedstawić dane. Są co prawda małe badania homeopatyczne dotyczące AIDS, ale przemysł deprecjonuje je jako źle zaplanowane i dlatego bez znaczenia. Bez wyników badań nie ma pieniędzy, a bez pieniędzy nie ma poważnych badań. To „dylemat” badań homeopatycznych. Prawdziwy powód jest jednak taki, że większość instytucji boi się wiązać z homeopatią. Nawet gdybyśmy mieli pieniądze, potrzebowalibyśmy najpierw etycznego uznania. To może trwać do dwóch lat, a oczywiście musimy znaleźć partnera akademickiego. Trzeba też uważać i nie ujawniać planów zbyt wcześnie, bo przeciwnicy homeopatii będą usiłować uniemożliwić każde badanie. Mimo to nie wszystko wygląda tak ponuro. Współpracuję z innymi afrykańskimi projektami badawczymi nad AIDS i idą one naprzód. Badania rozkwitną, a sukces homeopatii zostanie udowodniony; to tylko idzie strasznie powoli. Doszedłem do wniosku, że badania nie są najważniejsze, by przekonać świat do homeopatii — najważniejsze są media; ale walczymy na wszystkich frontach. Moje osobiste badania koncentrują się na poszukiwaniu „genius epidemicus” i jego bezproblemowego zastosowania w całej Afryce. Byłoby pożyteczne opracować nowe lekarstwo na AIDS. Czasem wyobrażam sobie lek kombinowany albo dokładnie pasujący pojedynczy środek. Jestem przekonany, że byłoby to bardzo efektywne i łatwiejsze do zastosowania. Skłamałbym, twierdząc, że nigdy o tym nie marzyłem — ale to nie podąża za duchem homeopatii ani nauką o leczeniu epidemii homeopatycznych. Przy zbieraniu danych nie powinniśmy zapominać o wielu indywidualnych wariantach. Dlatego genius nigdy nie może być jednym jedynym środkiem. Epidemia to kolektywna totalność, która pochodzi z jednego źródła, ale składa się z różnych indywidualnych historii chorobowych. Dlatego Hahnemann radzi, by przy każdej epidemii mieć przygotowanych kilka środków i stosować je zależnie od czasu i miejsca. Tu ujawnia się interesujące zjawisko: środki często różnią się z wioski na wioskę. Moja wizja to stworzenie podstawowego, prostego repertorium i zestawu leków, którym można by rozpowszechnić i którego użycie łatwo nauczyć w lokalnych ośrodkach zdrowia. Wymaga to starannych wstępnych badań, ponieważ chcemy unikać pochopnych działań. Mamy teraz około 20 środków pasujących do lokalnego genius AIDS. Czy będą działać w innych regionach i krajach, pozostaje do sprawdzenia. Wierzymy w wolność informacji i przejrzystość. Planuję jeszcze w tym roku opublikować pełną listę leków, bo wierzę, że to dobry początek. Aby to osiągnąć, muszę jeszcze trochę popracować w szpitalu, ponieważ tu liczba, intensywność i ciężkość przypadków są większe, i mamy dostęp do testów. Z tej radosnej okazji dołączę kolejny artykuł z wstępną listą środków. Środki są głównie psoryczne i tuberkuliniczne, jak przystoi miasmu AIDS. Należą do nich niektóre klasyczne polikeresty, kilka nowo przebadanych środków i kilka osobliwych leków, na które natrafiliśmy w drodze. Lista zawiera także niektóre środki, które sam sprawdzałem i które mogłem wybrać ze względu na moją wiedzę i upodobania albo do których poprowadziło mnie boskie zrządzenie. Często używamy też środków nowo przebadanych przez innych, jak Ozon i nosoda AIDS. Odkryliśmy, że AIDS interesująco ma tendencję do choroby neurologicznej. Wczesne objawy to często półpasiec, następnie drętwienia, a czasem demencja. To nie jest powszechnie znane, ale potwierdził mi to jeden z czołowych doradców ds. AIDS w regionie. Interesujący jest także związek z chorobami grzybiczymi. Mam wrażenie, że ta epidemia rozwija się na bazie infekcji grzybiczej; dlatego często używaliśmy środka, który sprawdziłem — Cryptococcus neoformans. Ale to szerokie pole; do tego wrócę później. Musicie wiedzieć, że przebieg chorób związanych z AIDS zmienił się w czasie. Dwadzieścia lat temu śmierć następowała szybko: po sześciu miesiącach do dwóch lat. Zapalenia płuc były śmiertelne, nowotworowe wrzody i grzyby rozprzestrzeniały się błyskawicznie, a ciało wychudzone było do kości. Oczywiście nadal się to zdarza, ale teraz trwa to znacznie dłużej. To, co było ostre, stało się przewlekłe. Interwencja ARV (leków antyretrowirusowych) zmieniła zasady gry. Pacjenci żyją dłużej i mogą przetrwać wiele lat, pod warunkiem że mają co jeść. W ten sposób epidemia szybko przekształca się w miasmo. Porozmawiajmy o ARV (lekach antyretrowirusowych). Jak wiecie, nie przyjmujemy pacjentów leczonych ARV. Leczymy tylko pacjentów, którzy nie otrzymują żadnego leczenia konwencjonalnego. Istnieje ryzyko szybkiej mutacji wirusa po odstawieniu ARV i tu jest problem. Nie ma wątpliwości, że ARV wydłużają życie PLWHA (osób z HIV / AIDS). Słyszałem, że niektórzy ludzie w USA czują się tak pewni, że organizują „imprezy AIDS”, gdzie dobrowolnie można zarazić się AIDS; najwyraźniej łatwiej żyć z AIDS niż bez. Zjawisko to pojawia się teraz także w Południowej Afryce po ogłoszeniu różnych „cudownych leków” allopatycznych, które dopiero trzeba wynaleźć. Podczas gdy pacjenci na Zachodzie mają dostęp do 15 lub więcej leków antyretrowirusowych, tutaj jest ich maksymalnie dwa. Gdy przestaną pomagać, co zwykle dzieje się po pewnym czasie, nie ma już nic do zrobienia i następuje niewydolność terapii, a w końcu śmierć. Ponadto są problemy ze skutkami ubocznymi. Słyszałem, że pacjenci na Zachodzie opisują je jako „piekło”. Widziałem pacjentów wymiotujących za każdym razem po przyjęciu dawki leków antyretrowirusowych. Tutaj w Afryce pacjenci nie mają przywileju narzekania, ale mimo to cierpią. Skutki uboczne osłabiają pacjentów coraz bardziej: drętwienia tak silne, że nie czują rąk i nóg, silny świąd, postępujące osłabienie lub przerażające koszmary. Główny problem leży jednak w oporności: „Dziesięć lat temu na świecie między 1 a 5 procent pacjentów z HIV miało szczepy oporne. Obecnie od 5 do 30 procent nowych pacjentów jest opornych na leki. W Europie jest to 10 procent; w USA 15 procent” (2). Ten wirus jest bardzo inteligentny i bardzo dynamiczny. Szybko się dostosowuje, szczególnie gdy występują nieregularności w przyjmowaniu leku, a to tutaj w Afryce zdarza się prawie zawsze. Wirus jest wtedy przekazywany w nowej, zmutowanej formie, więc długo terminowo mamy problem, który tylko czeka na eskalację. Do tego dochodzi fakt, że w afrykańskich szpitalach często panuje chaos: błędne diagnozy i niewłaściwe recepty są na porządku dziennym. Do tej pory ARV są darmowe. Ale budżet na Afrykę ze strony Zachodu spadł od recesji o 25–50% i wielkie koncerny farmaceutyczne niczego nie rozdają. Gdy skończą się pieniądze, wirus może mutować i szerzyć się bez hamulców.
|
|
|
|
Kolejnym problemem jest głód. Przyjmowanie leków antyretrowirusowych wymaga pięciu regularnych posiłków dziennie i ścisłego trybu życia. Tutaj jest to niemożliwe. Brakuje żywności i pieniędzy, więc często skutki uboczne i niepowodzenia terapii wynikają z nieregularnego stosowania leków. |
|
Nie wszyscy pacjenci przyjmują ARV. Niektórzy odmawiają takich leków, inni unikają klinik z powodu stygmatyzacji, a wielu ma zbyt wysoką liczbę komórek CD4, by uzasadnić przyjmowanie tych leków. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tych tematach, polecam „28 historii o AIDS w Afryce” Stephanie Nolan. Jest nieco zbyt wierna ARV, ale to bardzo pouczająca lektura. Możecie też obejrzeć film „House of Numbers”, z którego dowiecie się, że nie ma zgody co do tego, czym ta choroba rzeczywiście jest. Żyjemy tu bardzo skromnie, akurat na przeżycie miesiąca. Większość funduszy pochodzi z naszych oszczędności oraz od wspaniałych homeopatów i pacjentów, którzy pomagają tym, co mogą — dziękujemy, drodzy przyjaciele! Jak dotąd nie ma pieniędzy od „bogatych” i jest mało prawdopodobne, by coś się w tej kwestii zmieniło. Jeden bogaty darczyńca mógłby rozwiązać wszystkie nasze problemy, bo nie potrzebujemy ogromnego budżetu. Pieniądze na badania, szkołę, poprawę infrastruktury. Więc jeśli znacie kogoś bogatego, porozmawiajcie z nim. Każdy cent nam pomaga.
Hej — nie chcemy brać na siebie zbyt wiele! Ale jesteśmy w drodze! |
|
![]() |
Szkoda, że rządy krajów rozwijających się nie promują bardziej homeopatii. To idealne lekarstwo dla krajów rozwijających się i idealne lekarstwo przeciw AIDS: brak skutków ubocznych, tanie i przede wszystkim niesamowicie skuteczne. AIDS to jednak w Afryce wielki biznes i nikt nie lubi ludzi mieszających się w duży interes. Jestem jednak pewien, że wygramy. Homeopatia będzie się rozwijać, kiedy nasi przeciwnicy już dawno znikną z pola widzenia. Ludzie kochają homeopatię, bo pasuje do ich orientacji duchowej i stylu życia. |
|
Dołączyłem kilka przypadków, by pokazać naszą pracę. Jeśli macie dostęp do internetu, obejrzyjcie nasz film i pokaz slajdów na www.homeopathyforhealthinafrica.org. Przy pokazie slajdów podgłośnijcie, wasze dzieci pokochają tę piosenkę! Wiele osób jest zaskoczonych, widząc obraz Afryki obrócony do góry nogami. Niektórzy nawet odwracają głowę. Ale jak Ty i ja wiemy, nic naprawdę nie stoi do góry nogami, jeśli spojrzeć z kosmosu; to tylko uprzedzenie. Z powodu tej dyskryminacji Afryka w naszej wyobraźni zawsze zajmowała najniższe miejsce na mapie świata. Camilla powiedziała kiedyś: „To jak mężczyzna z gangreną nogi, który uważa się za zdrowego, bo ma zdrową głowę.” Tym logo chcemy pokazać, że homeopatia może zmienić rzeczy i odwrócić patologiczny porządek współczesnego świata. W każdym razie lepiej to pasuje do feng shui, mieć grot strzały skierowany ku górze zamiast w dół! A napisałem już chyba za dużo... Życzę Wam wszystkiego najlepszego w Waszej pracy i dalszym życiu. Niech żyje homeopatia! |
|
| ************************************************************************** | |
|
(1) HIV namnaża się przede wszystkim w komórkach CD4, więc w przebiegu infekcji liczba komórek CD4 stopniowo spada. (2) http://www.msnbc.msn.com/id/34624393/ns/health-aids/?ns=health-aids, autorzy Margie Mason i Martha Mendoza. |
|
| ************************************************************************** | |
|
Zdjęcia: Jeremy Sherr, Wendy Pollock, Tina Quirk |
|
Konto darowizn "Homoeopathy for Health in Africa"Jeremy Sherr będzie wdzięczny za krótkiego e-maila dotyczącego darowizny, aby mógł potwierdzić jej otrzymanie. >> Aby wysłać e-mail proszę kliknąć tutaj |
|
Owrzodzenie goleni (ulcus cruris)
W klinice
Centrum dla dzieci
Jeremy