Przejdź do głównej zawartości Przejdź do wyszukiwania Przejdź do głównej nawigacji
Skontaktuj się z nami za pośrednictwem naszej infolinii zamówień: +49 (0) 7626 974 9700 / Napisz do nas: +49 (0) 160 652 2038 (pon.-pt. 8:00-20:00, sob. 8:00-12:00)

szalej jadowity

Aktualności
 
 
conium_maculatum_200.jpg

Pacjentka, 27-letnia kobieta, zgłasza się na konsultację z powodu dolegliwości trawiennych.

Peter (P): Jaki ma Pani problem?

Pani K: „Od dziecka mam wzdęty brzuch, bóle brzucha i zaparcia, ale od dwóch lat mój układ trawienny to naprawdę mój słaby punkt.

Mam kłucia w brzuchu i boli mnie podczas wypróżniania; czuję, gdzie zalega stolec. Od pewnych lat przestałam pić kawę, bo po kawie mam kłopoty. Lubię wino, ale także po nim mam dolegliwości. Wszystko się pogarsza pod wpływem stresu. W marcu 2007 trafiłam na izbę przyjęć z okropnymi bólami brzucha. Zjadłam lasagne i w ciągu pięciu minut opróżniłam jelita na toalecie. Bóle były straszne, szczególnie w nadbrzuszu, czułam jakbym miała wiele małych noży pod skórą, a z bólu miałam trudności z oddychaniem, dlatego zaczęłam hiperwentylować. W dniach poprzedzających ten epizod często miałam po kolacji problemy, skurcze i kłucia w żołądku i brzuchu oraz wodniste biegunki. W drodze do szpitala bóle brzucha ustąpiły, ale ból żołądka pozostał. Krew i mocz były w normie. Wykonano USG i endoskopię żołądka i jamy brzusznej, ale nie znaleziono niczego niezwykłego i wypisano mnie do domu z zaleceniami farmakologicznymi.

Obecnie piję 2 litry płynów dziennie, jem jak najwięcej błonnika i gotuję z mniejszą ilością przypraw. Nie piję już alkoholu. Skurcze brzucha zmniejszyły się, ale mój brzuch nadal regularnie puchnie, pomimo przyjmowania Pantazolu dwa razy dziennie, i wciąż muszę dużo odbijać. Mój żołądek nadal bardzo boli, to jest dokuczliwy ból, uczucie rozbicia. Ponadto mam ból w dole brzucha przy wypróżnianiu, jakby powstawało próżniowe ssanie.

Od 2004 roku mam też problemy z kwasem żołądkowym. Od dłuższego czasu przyjmuję ranitydynę. Mam kwaśne odbijanie i pieczenie od żołądka aż do gardła.
Moja energia jest zablokowana, wszystko jest nie tak, jestem ciągle zmęczona. To przypomina skurcze, a zmęczenie dosłownie mnie wykańcza.”

P: Czy może Pani opowiedzieć więcej o tym, co się wydarzyło pod koniec marca w szpitalu?

Pani K: „Stanie i siedzenie było dla mnie niewygodne, a w drodze do szpitala miałam wrażenie, że mój brzuch się kołysze. Czułam każdą nierówność drogi jako bolesny szarpnięcie, mogłabym z krzyku z bólu. Czułam się uwięziona w bólu. Miałam kłucia w całym żołądku i brzuchu. Nie mogłam już prawidłowo brać głębokiego oddechu, nie mogłam unosić i opuszczać klatki piersiowej. Całe ciało zaczęło mi mrowieć, przedramiona, twarz - desperackie uczucie; przez skórę przeszedł rodzaj iskrzenia. Teraz znów czuję małe noże w brzuchu, przy każdym ruchu to tak, jakby nóż był wepchnięty w mój brzuch.”

P: Czy może Pani to uczucie opisać bliżej?

Pani K: „To uczucie, jakby szpice tkwiły we mnie, wchodzą głębiej, gdy się poruszam. To uczucie, jakby musiała się ruszyć, ale nie mogę z powodu bólu.”

P: (Dopytuję o punkty i bóle, ale nie podaje dalszych informacji).
Mówi Pani, że stres może odgrywać rolę. Czy pod koniec marca stało się coś, co mogłoby mieć z tym związek?

Pani K: „Nie, nic sobie nie przypominam.”

P: (Pytam jeszcze raz o to uczucie „próżni”, to przypomina uderzenie). Mówi Pani, że dolegliwości Pani „atakują”?

Pani K: „Tak, to jak na lekcji jazdy. Myślisz, że masz wszystko pod kontrolą, a wtedy nagle instruktor depcze hamulec. Myślisz: ‚Co się, na litość boską, teraz dzieje?’ Zwykle przychodzi wtedy, gdy absolutnie się tego nie spodziewasz.”

P: Chce Pani powiedzieć: „Moja energia jest całkowicie zablokowana”?

Pani K: „Mój układ odpornościowy, mój poziom energii, nie jest taki jak przedtem. Jestem ciągle zmęczona i czuję się rozbita. Nie mam wystarczających sił obronnych, ani fizycznie, ani duchowo. Mój organizm po prostu nie działa, nie jest w równowadze i nie czuję się stabilna. Nie mogę już polegać na swoim ciele. Miałam kilka bardzo burzliwych lat, wzloty i upadki. Nowa praca - w poprzedniej miałam wypalenie zawodowe. Nie mam już rezerw, zużyłam więcej energii, niż miałam. W zeszłym roku rozwiodłam się (była zamężna, ale w zeszłym roku rozstała się ze swoją partnerką, kobietą). Mam nową przyjaciółkę, ale jeszcze nie nowe mieszkanie. Nie mam solidnego gruntu pod nogami.”

P: Brak solidnego gruntu pod nogami?

Pani K: „Chwiejnie, moje ciało jest jak powalony drzewo. Czuję się bezsilna.”

P: Czy może Pani dokładniej opisać to uczucie „powalonego drzewa”?

Pani K: „To jakby ktoś, na kogo się zwykle opierało, nie był już obecny i upada się na twarz.”

P: Ktoś, o kogo mogła Pani się oprzeć, już nie jest i Pani upada na twarz. Jak to Pani przeżywa? Może Pani opisać to dokładniej?

Pani K: „Nie ma już filtrów. Jestem energetycznie wpływana przez wszystko i wszystkich w otoczeniu. Każdy bodziec wchodzi, złośliwa uwaga i krzyczę ‚Ała!’. Światło jest jaśniejsze, muszę mrużyć oczy. To tak, jakbym nie istniała, jakby rzeczy przechodziły przeze mnie. Jestem raczej duchem niż osobą. Od nieuprzejmej uwagi kogokolwiek czuję się zniszczona, nie potrafię jej po prostu odrzucić.”

P: To wnika w Panią, nie może Pani tego odrzucić ...?

Pani K: „Dosłownie czuję, jakby coś zostało wystrzelone do mojego brzucha; tępa kula, stłumiony huk, uderzenie w twarz. Odgradzam się, nie znam rozwiązania. Jest beznadziejnie z tymi uderzeniami. Każda uwaga mojej przyjaciółki jest jak ostry nóż, au!”

 
Boxhandschuh.jpg
©A.-Dengs/PIXELIO

P: Proszę opisać to uczucie jeszcze dokładniej!

Pani K: „To dudni we mnie, zamykam się zamiast działać. Kula wpada we mnie i tworzy się wokół niej bliznowata tkanka. To jakby kula trafiła w mój brzuch, jakby ktoś uderzał w mój brzuch rękawicami bokserskimi! Cios! Czuję się jak na ringu bokserskim i dostaję ciosy. Miałabym mniej uderzeń, gdybym mogła im unikać, ale nie widzę ludzi, którzy mnie biją. Wiem tylko, że dostaję ciosy i nie mogę na nie odpowiednio zareagować. To tak, jakby ludzie przechodzili przeze mnie, wchodzili na ring. Przechodzą przeze mnie i nade mną, nie ma granic, wkraczają w moją sferę prywatną. Ostry nóż tkwi we mnie i promieniuje w moje ciało, a ciepło mnie przenika...

W zeszłym roku robiłam wszystko, by połączyć moje ciało i umysł; wcześniej byłam całkowicie głową. Nie zajmowałam się ciałem i nie potrafiłam go dobrze odczuwać. Potrafiłam się dobrze dystansować; kiedy było emocjonalnie ciężko, byłam „nieobecna”. Wcześniej często chodziłam godzinami po lesie nie wiedząc, gdzie jestem. W przeszłości często używałam alkoholu jako ucieczki.”

P: Czy może Pani przybliżyć tę „dystansowość”?

Pani K: „W przeszłości ludzie próbowali do mnie dotrzeć, ale miałam jakby film przed oczami. Dwa razy chodziłam po lesie, żeby usłyszeć rytm i dźwięk kroków. Kocham drzewa i ciemność. To jakby się unosić, jakby było mniej bodźców, jakby świat nie mógł już do mnie dotrzeć. Brak światła i brak dźwięku. Nic nie słyszę, nic nie czuję. Pada deszcz, a ja nawet tego nie zauważam.”

P: Jaki to jest świat, który do Pani nie dociera? Może Pani to opisać?

Pani K: „Kiedy świat mnie ogarnia, widzę wszystko, słyszę wszystko, widzę kolory, różne odcienie zieleni, wszystkie szczegóły życia. To może być bardzo piękne i wcale nie negatywne.”

P: Czy może Pani jak najdokładniej opisać, co Pani przeżywa, kiedy świat do Pani nie dociera i nic nie słychać, nic nie czuć? Co Pani wtedy odczuwa?

Pani K: „Czuję się bezpiecznie, nic negatywnego nie może do mnie dotrzeć, nie mam już bólu.” (Nagle pokazuje dużo energii, gestykuluje, jej ciało mówi!)
Byłam już prawie rozwiedziona. Czułam się uwięziona, ona zawsze była w mojej przestrzeni, rościła sobie prawo do mojego miejsca. Musiałam się wycofać. Nie mogłam się poruszyć: „Ześlijcie się mi z drogi! Czuję się jeszcze mniejsza, nie potrafiłam się bronić, nie miałam powietrza, moja przestrzeń mieszkalna została zabrana i nie ma miejsca dla mnie. Duszę się, jestem skrępowana, pod wodą, krzyczę, ale nikt mnie nie słyszy!” (W tym momencie odczuwa ból brzucha).
„Nie ma miejsca, mój oddech nie dochodzi aż do brzucha. Nie mam już rezerw i coś wybucha we mnie, au! Nie mam już strefy buforowej, wszystko teraz może na mnie mocno wpłynąć, oni siedzą na moim bólu, jeśli ktoś mnie popchnie, upadam. Jestem chwiejna na nogach. Celni (buffer) powinni się w to wtrącić!”

P: Celni powinni się wtrącić? Co ma Pani na myśli?

Pani K: „Potrzebuję bufora (1), warstwy ochronnej. Wtedy mogłabym upaść, nie tłukąc niczego. Nie można by mnie już znokautować na ringu.”

P: Proszę opowiedzieć mi o swoich snach?

Pani K: „Jako dziecko często śniło mi się, że jestem pożerana przez ogień. Uciekałam, ale ogień ciągle mnie zatrzymywał. Uczucie po przebudzeniu to: ‚wciśnięta w róg, brak ucieczki, całkowita samotność’. Inny sen polegał na tym, że nie mogłam iść przez wodę i zostałam porwana przez prąd.”

P: Czy cierpi Pani na jakieś lęki?

Pani K: „Tłumy ludzi, jak na koncercie pop, gdzie każdy popycha innych, przerażają mnie. Czuję każdy łokieć, przestrzeń kurczy się coraz bardziej; wtedy mam tendencję, by siłą torować sobie drogę przez tłum. Boję się klaunów. Kojarzę ich z ‚kpiną’, ‚nieufnością’ i ‚robieniem z siebie klauna’, w tym sensie, że ktoś próbuje pokazać się jako lepszy, niż jest; musi być coś za tym, coś złego się wydarzy. Ale klauni też są wrażliwi i nie są naprawdę groźni. W przeszłości lubiłam ‚grać klauna’ i przywdziewałam fasadę niewrażliwości.”

Pani K. ukończyła filologię niderlandzką i komunikację biznesową. Uczy na politechnice. Miała burzliwy rok: rozwód, nową partnerkę, nową pracę, ponieważ straciła poprzednią. Angażowała się w lokalną politykę. Obecnie nie ma domu i mieszka u swojej partnerki. Nadal ma uczucie braku pewnego gruntu pod nogami i spędziła dwa tygodnie w łóżku w domu z wysoką gorączką. Była całkowicie „głową” człowiekiem.

Przełomowym wydarzeniem w jej życiu był rozwód jej rodziców: od 25 lat nie ma kontaktu z ojcem. Jedyną osobą, od której mogłaby dostać uznanie, była jej matka, ale nigdy nie otrzymała od niej prawdziwego uznania. Jest zazdrosna o więź między siostrą a matką, zawsze ma poczucie, że jest pomijana, że ma mniej. W wyniku tego braku uznania miała poczucie, że nie może być sobą. Musiała walczyć, by być sobą, by być wystarczająco silną. Mówi, że jest wrażliwa i otwarta. Nie może znieść, gdy ‚wzorzec nie zgadza się’, to znaczy gdy rzeczy nie idą tak, jak by chciała.

Wywiad:
Ze względu na problemy trawienne była u gastrologa i zrobiła różne badania. Brała środki przeczyszczające i stosowała dietę bogatoresztkową, ale nic nie pomogło. Zdiagnozowano zespół jelita drażliwego, lecz leczono też chorobę Leśniowskiego-Crohna, ponieważ miała krew w stolcu. Również terapia haptyczna nie przyniosła rezultatów.

Dalsze dolegliwości miejscowe:
Ma rodzaj otarcia skóry na twarzy, z wydzieliną. Cierpi na nawracające afty w jamie ustnej, badanie wykazuje, że obecnie ma afty. W przeszłości stwierdzono u niej krew w stolcu.

Objawy ogólne:

  • Słońce poprawia samopoczucie
  • Niechęć do sera (3)
  • Pragnienie lodów (3)
  • Wcześniej alergia na mleko krowie
  • Wysoka gorączka w przeszłości
  • Mononukleoza w przeszłości
  • Bezsenność przy pełni księżyca
  • Mówi we śnie i zgrzyta zębami
  • Objawy przedmiesiączkowe, szczególnie obrzmienie piersi
  • Prawie brak libido

Analiza:
Do rozwiązania tego przypadku zastosowałem metodę Sankarana, wykorzystując jej odczucia i percepcje.

Które królestwo to jest?
Problem polega na tym, że doświadczają one swojej struktury jako niepełnej lub boją się utraty poczucia pełni. Coś w człowieku (projekcja świata wewnętrznego na otoczenie) jest utracone lub niekompletne, co tutaj najwyraźniej nie jest tematem.

W przypadku często obserwujemy zupełnie inne odczucia związane z walką i przetrwaniem, co u pani K. najwyraźniej także nie występuje. Nie ma wyraźnego agresora, mówi o swojej partnerce jako o kimś, kto rozprzestrzenia się w jej przestrzeni; potem mówi o „uczuciach, które trafiają ją prosto w serce”, o czymś, co dotyczy tylko jej. W jej przypadku chodzi o określone odczucie i jego przeciwieństwo (zob. wyjaśnienie w dalszym tekście). Mówi o wrażliwości i o czymś, co jej się przydarza. W tych okolicznościach jasne jest, że potrzebuje środka roślinnego.

Która rodzina roślin?
Na pierwszym miejscu pomyślałem o rodzinie astrowatych (dawniej Compositae), ze względu na tępe przedmioty, uderzenia, uczucie rozbicia, uczucie bycia na ringu bokserskim i przyjmowania ciosów, uczucie posiadania zbyt mało sił obronnych oraz z powodu wysokiej gorączki.

Co ona odczuwa?
W momencie, gdy się tego nie spodziewa, kiedy myśli, że ma wszystko pod kontrolą, czuje się atakowana przez bodźce z zewnątrz: przez wstrząs, cios lub ukłucie. Trafia to ją dokładnie w najgłębsze wnętrze, jak ostrze noża i promieniuje na całe ciało, jakby przeleciało przez jej ciało. To typowe dla rodziny pokrzywowatych (Apiaceae, dawniej Umbelliferae).
Sankaran opisuje odczucia tej rodziny słowami: „nagły, nieoczekiwany atak lub przemoc, wypadki, uderzenia, zgiełk, ukłucie, rana, przeszywający ból, oczekiwanie na cios” (buffer = bufor, tak nazywają się celnicy!). Reaguje dystansowaniem się, wycofaniem lub ucieczką od świata zewnętrznego. Sankaran opisuje też paraliż, oszołomienie, tępotę, sen i odpoczynek jako przeciwieństwo kompensacji. W astrowatych nie mamy tego aspektu nagłości, tego nieoczekiwanego ataku. Uczucie „nagłego zaatakowania przez przytłaczający bodziec” jest typowe dla Apiaceae.
Również ustalenia Jana Scholtena wspierają wybór tej rodziny roślin. Jego opis sytuacji Apiaceae (seminarium roślinne 5, maj 2003) można zastosować do tego przypadku. Mają potrzebę kontroli, są myślicielami, i mogą odcinać kontakt ze swoimi uczuciami i ciałem. Mogą tłumić swoją energię seksualną. Ich zmysły są dobrze rozwinięte (nasza pacjentka widzi i słyszy wszystko, widzi wszystkie możliwe detale). Mają potrzebę mroku (podczas spaceru po lesie potrafi całkowicie się wyłączyć). Relacja z matką jest często zdystansowana, co może wyrażać się niechęcią do mleka lub pogorszeniem po mleku.

Jaki jest odpowiedni środek?
Znalazłem właściwy środek, repertoryzując rośliny. W moim repertorium Conium maculatum znajdował się bardzo wysoko (trójwartościowo). Conium należy do rodziny Apiaceae. Chcę tu pokazać, w których rubrykach znalazłem Conium:
Żołądek: zgaga
Brzuch: ból, przeszywający, jak od noża
Brzuch: ból, jak od uderzenia
Żołądek: ból, obolały, jak zmiażdżony, w nadbrzuszu
Twarz: wysypki, obolałe, łuszczące się
Gorączka: silne uczucie gorąca
Ogólne: jedzenie i picie, pogarsza mleko
Zęby: zgrzytanie we śnie
Opisuje też, że jej ciało ma tendencję do tworzenia kulistych zakapsowań: stwardnienia tkanek (gruczoły, guzy, rak piersi) także pasują do obrazu Conium.

Przepis: Conium maculatum MK (= C 1000 według Korsakowa)

Kontrole:

Po 7 tygodniach:
Ogólnie czuje się dobrze; czuje się silniejsza. Po raz pierwszy pojechała sama na wakacje, do Niemiec, coś, na co wcześniej nigdy by się nie odważyła, bo czuła się tak „chwiejnie”, tak niepewnie. Trzymała się dzielnie i odczuwa siebie jako ugruntowaną. Świat już nie przechodzi przez nią, nie jest już tak szybko zaskakiwana przez wpływy zewnętrzne i nie daje się już tak łatwo unieść emocjom.
Tydzień po przyjęciu Conium napiła się po raz pierwszy od trzech lat czarnej kawy i nie miała z tym problemów. Nie musi już uważać, co je; może jeść ostre i tłuste potrawy. Teraz może też bez problemu delektować się winem; wcześniej wywoływało to u niej kwaśne odbijanie. Jej stolce są rzadziej bolesne i nieregularne; w każdym razie znacznie lepsze niż wcześniej i już nie śmierdzą tak bardzo. Skurcze brzucha zniknęły, podobnie wzdęcia i odbijanie. Po naciśnięciu na brzuch nie ma już wrażenia, że zawartość jelit zaraz wypadnie.

Przepis: Powtórzenie podania Conium maculatum C 1000.

Po 12 tygodniach:
Po przyjęciu środka miała początkowe pogorszenie; bóle trzewi i uczucie chwiejności. Kilka dni później poczuła się znowu dobrze, nawet lepiej niż wcześniej. Czuje się bardzo dobrze, swobodnie, silna i stabilna. Jeśli pije za dużo kawy, ma problemy, ale poza tym w ogóle nie ma już dolegliwości. Afty zniknęły całkowicie. Wcześniej miała poczucie „dostawania ciosów każdego dnia”; teraz mówi, że to uczucie w ogóle nie występuje.
Uzgodniłem z nią, by powtórzyć Conium w razie nawrotu lub gdyby pojawiły się inne dolegliwości i by w razie potrzeby zadzwoniła do mnie.

Po 28 tygodniach: 
Pisałem do jej lekarza rodzinnego i zauważyłem przy tym, że wcale nie zapytałem, co zrobiła z lekami, które jej przepisano (Pantazol, ranitydyna). Zadzwoniłem więc, żeby się tego dowiedzieć. Sama odstawiła wszystkie leki; jedyna rzecz, której potrzebowała w tym czasie, to dawka Conium. Nadal czuła się „zdumiewająco dobrze”.

Rozważania:
Jaki był właściwy problem tej pacjentki i jaka jest istota jej „uczucia”?
Ponieważ tak szybko znalazłem środek metodą Sankarana, pewne aspekty emocjonalne i sytuacyjne nie wyszły na pierwszy plan. Można by powiedzieć, że głównym problemem było rzeczywiście uczucie - ale czym właściwie jest to „uczucie”, a mówiąc lepiej, jaka jest istota tej „witalnej percepcji”, tego rdzennego odczucia, jak nazywa je Sankaran? Sankaran opisuje to jako nieludzką energię, coś, co może zmienić zasadę życiową organizmu, i co doświadczamy jako nienormalne odczucie (The Sensation in Homeopathy, str. 421). Przez interferencję tej energii z zasadą życiową wszystkie działania i procesy psychologiczne nabierają zasadniczo innej jakości. To tak, jakby ta osoba nosiła żółte okulary, wszystko, co widzi, doświadczane jest wtedy jako żółte (The Refined Sensation, str. 53). Wzorzec energetyczny odpowiada wtedy temu źródłu (lekowi).
Sankaran wyraźnie stwierdza, że witalne odczucie jest najgłębszym i najtrwalszym doświadczeniem człowieka, zasadą, która łączy ciało i psychikę. Wnioskuję z tego, że zasada ta jest nadrzędna wobec ciała i psychiki, co byłoby logiczne, bowiem to odczucie manifestuje się na poziomie zasady życiowej. Założenie, że witalne odczucie jest jednym z najgłębszych doświadczeń, jest dopuszczalne, pod warunkiem że każdy dostęp w wywiadzie prowadzi do tego samego punktu; nie oznacza to jednak koniecznie, że witalne odczucie musi być instancją wyższą niż psychika?
Choć Sankaran podchodzi do pojęcia odczucia pragmatycznie i nie zagłębia się dalej, jego opis skłania mnie do myślenia o odczuciu jako o inwazyjnej energii, która zakłóca system: „Roślina lub zwierzę żyje w tym.” (The Refined Sensation, str. 53); „Choroba to inna melodia, która w nas gra” (Bert Lefevre, Ingrid van de Vel, Seminar SHO 2006). Czy odczucie ma coś wspólnego z energią zewnętrzną i jeśli tak, jak ta energia dostaje się do nas? A może to uczucie pochodzi z naszego wnętrza? Jeśli stawiamy ducha ponad materią, czy to uczucie może być projekcją obrazu umysłowego lub filmu na poziom emocjonalny czy cielesny osoby? Czy ten obraz umysłowy mógłby wtedy stanowić centralny problem tej osoby? Czy obraz mógłby podążać za wzorcem zgodnym z jakimś innym źródłem energii w naturze, pod warunkiem że psychika jest nadrzędna wobec odczucia?

Jeśli odczucie naszej pacjentki odniosę do poziomu umysłowego, to może być tak, że jej centralna koncepcja mentalna napada na nią jak szok, z którym nie potrafi sobie poradzić, ponieważ jest tak wrażliwa i tak szybko traci równowagę.

Można też rozważyć, czy w ogóle istotne jest dociekanie istoty witalnego odczucia, ponieważ świetna metoda Sankarana jest użyteczna i praktyczna bez konieczności jej pełnego zrozumienia. Ostatecznej rzeczywistości życiowej nie da się racjonalnie pojąć. Być może witalnego podstawowego odczucia w ogóle nie da się zrozumieć, ponieważ jest ono wyższą zasadą, niż nasz rozum jest w stanie objąć.

Kategoria: Przypadek
Słowa kluczowe: zaburzenia trawienia, nagłe uderzenia, bufor, Apiaceae, Sankaran, Scholten, Conium
Środek: Conium maculatum

 
(1) buffer = Puffer, tak nazywają się celnicy!
 
 

 

von Narayana Verlag